Moim zdaniem nie masz. Przy obecnej liczbie turystów odwiedzających parki narodowe nawet "przyuczenie" każdego z nich do pozostawiania po sobie idealnego porządku nie rozwiąże problemu. Nawet jeżeli turyści zaczną zachowywać się rozsądnie, przestaną śmiecić i będą podziwiać przyrodę w absolutnym milczeniu to trawa na szlaku (drodze?) na Wetlińską nie wyrośnie... Pal licho tę trawę - niech każdy łazi po Bieszczadach jak mu się podoba, po Moczarnem, po torfowiskach, wszędzie. Nawet jak każdy będzie czesał po sobie trawę, z towarzyszami wędrówki będzie się porozumiewał na migi a (przepraszam co delikatniejszych) potrzeby fizjologiczne będzie załatwiał do woreczka i zabierał ze sobą to nie zostanie żadne miejsce, w którym jakiś zwierzak większy od żuczka mógłby się na chwilę przed człowiekiem schować.Zamieszczone przez buba
Buba, jestem przekonany, że nie zostawiasz śmieci w lesie, nie deptasz salamander ani nie rzucasz kamieniami czy kijem w zygzakowate żmije. Mogę śmiało założyć, że jesteś osobą, która robi wszystko żeby miejsce po biwaku zostwić po sobie jak to tylko możliwe w idealnym porządku. Musisz sobie jednak zdawać sprawę, że takich jak Ty jest więcej. Czy uważasz, że wizyta 10 (100? 300?) takich wzorowych turystów dziennie w Moczarnem pozostanie bez echa? Że zwierząta Was polubią i przyzwyczają się do tego? Czy może wyniosą się dalej? Oby tylko miały jeszcze gdzie się wynieść.
Może jednak zostawmy przyrodzie jakieś enklawy, których naruszać nie będziemy? I nie chodzi wyłącznie o Moczarne... Od razu pojawia się pytanie jak decydować, które to enklawy mamy zostawić przyrodzie. Kto ma nam pokazać: tu wolno, tam nie. Aż mnie korci, żeby krzyknąć: JA! będę decydował za siebie! Chcę zejść z Halicza przez Wołowe? Idę! Wszak ja szanuję przyrodę, szkód nie narobię. Ale za mną pójdą inni, bo dlaczego nie? Najpierw podobni mnie, potem tacy troszkę inni a wreszcie zupełnie inni a z nimi papierki, butelki, hałas i wszystkie inne tego typu atrybuty. Może więc to nie ja powinienem decydować? Może zostawić to władzom parku narodowego? Chyba mogę założyć, że wiedzą o ochornie przyrody więcej ode mnie, inżyniera budownictwa?
To, że ktoś inny nie podporządkowuje się przepisom, łamie je bezczelnie albo skrycie w żaden sposób nas nie usprawiedliwia i nie uprawnia do takiego samego postępowania. Kilka razy widziałem z Tarnicy "turystów" na grani Krzemienia, czy to mnie upoważnia, żebym też tam szedł? Wąchałem smród spalin motocyklowych na Małej Rawce, czy mogę też kupić sobie takiego samego smroda i wyjechać nim na Caryńską?
Jeżeli uważamy, że nam wolno bo my jesteśmy Ci co "szanują przyrodę" to stawiamy siebie ponad innych. My, lepsi, możemy. Wy śmiecicie, hałasujecie, przeszkadacie niedźwiedziom w prokreacji a po naszej wizycie w lesie liczba niedźwiedzi wzrasta dwukrotnie...
Jak zwykle się rozpędziłem i doprowadziłem całą sprawę do absurdu, ale może jednak mam trochę racji?
Pozdrawiam
Bartek


Odpowiedz z cytatem