Dzień trzeci: 07.07
Pobudka o 8.00, skorzystanie z urządzeń „made in USSR”, pakowanie „dobytku” i wędrówka na dworzec autobusowy. Kupujemy bilety na autobus do Rachowa na godz. 9.40 i rozglądamy się po „dworcu”… Jakże to inne dworce niż kolejowe! „Avtowokzały” to miejsca zaniedbane, zaśmiecone, z dziurami w nawierzchni i pojazdami pamiętającymi chyba wczesne lata 60-te, choć „marszrutki” wyglądają całkiem przyzwoicie… W zwykłej budce – kiosku kupujemy ciepłe jeszcze bułeczki, kawę (znakomita!), trochę słodyczy, wodę (niezłe to „Truskawiecka” i „Dobra woda”). Zbliża się godzina odjazdu a tu żadnego autobusu. Zaciekawiony przechodzę obok stanowisk i… widzę forda transita z napisem Kamieniec Pod.- Rachów.
Nasza marszrutka.jpgDworzec w Czerniowcach 2.jpgToaleta na dworcu w Czerniowcach.jpgDworzec autobusowy w Czerniowcach.jpg
Pytam kierowcy pokazując bilety czy to nasz pojazd i w odpowiedzi słyszę, że to ten właśnie, ale miejsc już nie ma! Jak to nie ma – mówię, przecież mam bilety… Kierowca na to, że pójdziemy do kasy i zwrócą nam pieniądze. Tego było już za wiele! Krótka ostra wymiana zdań na temat porządków na Ukrainie i… lądujemy wewnątrz pojazdu! Przekonałem się, że w tak niedużym w sumie busie może jechać ponad 20 osób! I to jak jechać…! Do Czerniowców przyjeżdżamy z godzinnym a do Kołomyi … z 50 min. wyprzedzeniem, nie mówiąc już o Jasini, gdzie zdecydowaliśmy się wysiąść. Kierowca, nawiasem mówiąc wielki „luzak”, ostro gonił nie zważając na znaki, ograniczenia prędkości itp. W każdym bądź razie była to niezła jazda…
Czerniowce-miasto.jpg
W Jasini (postanowiliśmy rozpocząć akcję w górach tu, gdzie zakończyliśmy ją w zeszłym roku), szukamy miejsca na nocleg i trafiamy do bardzo fajnego hoteliku z ciepła wodą (wspaniale urządzona łazienka), przedpokoikiem z lodówką, balkonem, TV-sat za jedyne 50 hrywien. Mamy więc jeszcze jeden dzień z prawdziwym stałym dachem nad głową. Wyko-rzystujemy tę okazję do porządnej kąpieli (od jutra będziemy ją często wspominać!) i prania. Właściciel na pytanie o słynną cerkiew Strukowską proponuje swoim samochodem obwieźć nas po zabytkach Jasini a nawet pojechać na Przeł. Jabłonicką by pokazać, gdzie przebiegała dawna granica II Rzeczpospolitej i skąd w 1914 roku wyruszyły oddziały Legionów…
Przełęcz Jabłonicka współcześnie.jpg
W drodze opowiada o swoim życiu, rodzinie sukcesach zawodowych. Wskazuje ciekawsze miejsca…
Jedna z cerkwi w Jasini.jpg
Po blisko godzinnej jeździe dowozi nas na miejsce najstarszej cerkwi w Jasini. Postanawiamy zrobić sobie spacer i wrócić piechotą. Dziękujemy więc za uprzejmość naszemu Cicerone i przez wiszącą kładkę przedostajemy się na drugi brzeg Cisy, gdzie na niewielkim wzgórzu stoi ta słynna cerkiew.
Cerkiew Strukowska w Jasini.jpg
Według legendy, w tym miejscu przed 500 laty pierwszą świątynię pobudował bogaty pasterz Iwan Struk. Pewnej zimy spadł nagle wielki śnieg, który zmusił pasterza do pozostawienia swojego stada owiec bez opieki. Kiedy postanowił wiosną wrócić po nie, myślał, że z powodu mrozów i wilków niewiele mu owiec pozostało. Okazało się jednak, że stado jest całe a każda z owiec miała jeszcze po trzy młode. Ludzie uznali te lasy za błogosławione i dobre na osiedlenie się a Iwan Struk w podzięce Bogu pobudował kaplicę pw. Podniesienia Pańskiego.
Obecną cerkiew pobudowano w 1824 r. Posiada piękny oryginalny ikonostas a obok świątyni znajduje się zabytkowa drewniana dzwonnica z 1813 r. Stąd też prowadzi szlak do schroniska Drahobrat, ale nam nie będzie dane jutro tędy wędrować…Po powrocie do hoteliku za 25 hrywien jemy dwudaniową + Obołon + herbata obiadokolację i pakujemy się do łóżek. Jutro rano wreszcie wyruszamy w góry!
(cdn)


Odpowiedz z cytatem