Dzień dziesiąty: 14.07
Po śniadaniu i spakowaniu plecaków wyruszamy w drogę do Przełęczy Legionów. Pogoda wymarzona do wędrówki: słońce, lekki wiatr i ciepło. Ukraińscy wędrowcy ruszyli przed nami a więc wypada nam ich „gonić”. Idziemy od razu pod górę…Przed nami Taupisz. Zajmuje nam to kilkanaście minut. Szlak dalej biegnie grzbietem, z którego roztaczają się przepiękne widoki na cały masyw Sywuli i grzbiet Negrowej-Maksymca. Gdzieś w dolinie znajduje się cel naszej wędrówki – Rafajłowa (od 1946 r. nazwana Bystrzycą). Ścieżka biegnie szerokim pasem granicznym raz wznosząc się raz opadając; miejscami trzeba wdrapywać się po okazałym rumowisku skalnym.

Droga na Przeł. Legionów.jpgPanorama Gorganów z Taupiszyrki.jpgSłupek graniczny z 1923 roku na trasie do Przeł. Legionów.jpg

Po 2 godzinach marszu dochodzimy do słupka nr 10. Na ścieżce usypany jest też okazały kamienny kopiec więc nie można przeoczyć skrętu w prawo. Chwilę odpoczywamy i podziwiamy daleki już masywy Sywuli. Wchodzimy w gęstą kosówkę i bardzo stromą ścieżką schodzimy w dół. Tu trzeba bardzo uważać na wystające korzenie, gałęzie i ruchome kamienie. Po kilkunastu minutach dochodzimy do małej polany. Podziwiamy pojedyncze limby i znów wchodzimy w gęsty las. Ścieżka staje się tak stroma, że kolejne sto metrów przewyższenia pokonujemy prawie 25 minut! Idziemy od drzewa do drzewa… W głowie jest jedna tylko myśl: kiedy to się skończy…bo kolana już wysiadają. Po następnych 30 minutach wychodzimy wreszcie na przełęcz z widocznym miejscem na biwak. Tu robimy dłuższy odpoczynek.
Z przeciwnej strony dochodzą nas jakieś głosy. Okazuje się, że to grupa harcerzy z ZHR-u z Krakowa, którzy idą na Taupisz. Dowiadujemy się od nich, że do Przełęczy jeszcze około 40 minut z dwoma podejściami i długim, ale już łagodnym zejściem. Rozstajemy się życząc sobie nawzajem powodzenia. Ruszamy dalej…
Rzeczywiście droga jest już łatwiejsza i po 30 minutach schodzimy na obszerną przełęcz z widocznym dużym, metalowym krzyżem. Jesteśmy na Przełęczy Legionów. To tędy w 1914 roku przemaszerowała II Brygada Legionów Polskich, która pobudowała również drogę z Uść-Czornej do Rafajłowej zaledwie w kilka dni. Krzyż i kamienna tablica z napisem:
Młodzieży polska, patrz na ten krzyż!
Legjony polskie dźwignęły go wzwyż,
Przechodząc góry, lasy i wały
Do Ciebie Polsko, i dla Twej chwały

stojący na Przełęczy od 1931 roku upamiętnia to wydarzenie. Przetrwał wojnę i cały okres ZSRR. Wzruszenie ściska gardło.

Krzyż na Przełęczy Legionów.jpgTablica przy Krzyżu Legionów.jpg

Na Przełęczy stado krów pasie mała dziewczynka Wasylena. Towarzyszą jej psy, które ochoczo nas obszczekują. Opowiada o swojej rodzinie a my częstujemy ją naszymi kabanosami i słodyczami. Z Przełęczy patrzę na południe skąd mieliśmy przyjść…Widać Durnią… Ech, gdybym nie zgubił kompasu...

Rzut oka na szlak na Bratkowską...widoczna Durnia.jpgPastereczka....jpg

Przed nami 2,5 godzinny marsz Drogą Legionów do Rafajłowej. Tym razem nie ma już żadnych podejść a droga wije się brzegiem Rafajłowca. Szybko mijamy kolejne zakręty, przydrożne saraje i kiedy dochodzimy do pierwszych zabudowań zaczyna grzmieć i spada deszcz.

Droga Legionów w Dolinie Rafajłowca.jpgSaraj przy drodze do Rafajłowej.jpg

Chcemy schronić się do niewielkiego sklepu i na pytanie: czy możemy? Pada odpowiedź, że nie!!! Pełne zaskoczenie. Po raz pierwszy zdarza się nam na Ukrainie, że nie chcą nam pomóc! Trudno, idziemy dalej. Zmoknięci zatrzymujemy się w następnym sklepie, skąd nikt już nas nie wygania…Deszcz ustaje, pytamy o hotel „U Wiktora”. Okazuje się, że to blisko. Idziemy tam wiedząc z przewodnika, że jest tam restauracyjka i tanie noclegi.

Kościół i obelisk poświęcony walkom Legionów w Rafajłowej.jpg

Hotelik znajduje się przy skrzyżowaniu naprzeciwko popadającego w ruinę kościółka i obelisku poświęconego Legionom. W restauracji spotykamy rodaków z Łodzi, którzy przyjechali by „tylko trochę połazić po górach”. My i oni to jedyni klienci tegoż lokalu. To od nich dowiaduję się, że Włosi wygrali Mundial. Przekazują nam też najnowsze informacje polityczne z Polski… Udaje się nam zjeść obiad (17 hrywien) i…zostajemy wyproszeni z restauracji, bo jesteśmy z plecakami!
Zaczyna mi się to nie podobać. Coś tu jest nie tak a w tej opinii utwierdza mnie jeszcze zachowanie właścicielki hoteliku: za spanie w 4 – osobowym pokoju z łazienką na korytarzu chce 45 hrywien od osoby, każe zostawić buty w korytarzyku przy restauracji (drzwi nie zamykane!) oraz…kijki!!! Na pytanie: dlaczego? – pada odpowiedź: ona nie będzie po nas sprzątać a kijki są zabłocone!!! Zresztą bywają tu Francuzi i Niemcy i nie pytają, dlaczego. Tego było dla mnie już za wiele; wychodzę! Przyrzekam sobie, że więcej noga moja tu nie stanie. Idę do pierwszej z brzegu chałupy i pytam o nocleg. Starsi ludzie z chęcią zgadzają się nas przenocować za 10 hrywien od osoby (!) informują o której jest autobus do Nadwornej i są bardzo mili. W nocy jest potężna burza i wrażenie, że Rafajłowa nas nie chciała…

(cdn)