Zlot może pomysłem złym nie jest, ale po jaką cholerę się umawiać? Ja najpiekniejszy zloty miłośników Bieszczad pod ukochanym Honem przeżywam, albo w Nasicznem tudzież na Otrycie, skopanym w innym miejscu, może słusznie częściowo, ale... ma swój urok. I takie zloty są najwspanialnsze, choć zlotami wcale nie są!!! Chyba, że chodzi o spotkanie w mieście... Ja z Łodzi, ale wątpię, czy w pubie by to wyszło. Poza tym ludzi o tych samych upodobaniach zawsze się rozpozna i znajdzie wspólny język, poznasz Bieszcadnika w miejskim tłumie. Tak mi się przynajmniej wydaje...
Pozdrawiam, buziaki dla pięknych Bieszcadzianek !