Mi w tym roku obrodziły dość dobrze maliny więc popełniłem trochę nalewki malinowej. Szczerze mówiąc smakuje troszkę jak syrop na kaszel dla dzieci, ale w sumie może być.
Ostatnio dostałem trochę pigwy. Nienawidzę jej. Dwa tygodnie temu spędziłem niemal cały dzień na jej krojeniu i wybieraniu pestek, które do tej pory znajduję w różnych częściach mieszkania :).
Owoce macerują się w spirytusie, na razie bez cukru. Nalewka będzie gotowa czyli zdatna do picia w lutym, może w marcu.
Czekając na nią zająłem się robieniem piwa. Mam już dość tych pasteryzowanych koncernowych sikaczy. Robię swoje: jasne, ciemne, pszeniczne. Wychodzi taniej niż ze sklepu, a jaka satysfakcja :)


Odpowiedz z cytatem