Po doświadczeniach ubiegłorocznych i zachwytach, nie tylko własnych, nad nalewką z aronii, w tym roku ponownie robię z tego owocu. Na razie się mrozi, ale w niedzielę jej czas zimowej syberiady się kończy a zacznie "robota" nad procentami.
Na dniach zlewam nalewkę z jeżyn. Gdy zobaczyłem panią jak sprzedawała tak z kilogram jeżyn leśnych to decyzja była błyskawiczna i jedyna. Wczoraj nie omieszkałem jej spróbować, ale wcześniej, jak to Derty ładnie ujął, w nozdrza "aromat walnął niczym perfuma".
Czas też już odcedzić "zatopione" wisienki, nalewkę zlać a wisienki?... mmmmmm a z wisienkami to... to... będzie taka retrospekcja z dzieciństwa... wisienka a może dwie, a co tam, może i będą trzy na raz, bo jest ich trochę przecież, podelektuję się ich smakiem w ustach i zagryzę bardzo gorzką czekoladą (już nawet jest), posmakuję, mmmmmm, zabiję czekoladą smak nalewkowych wiśni i znowu wisienki, i znowu czekolada, i powtórka, i powtórka, aż mnie zemdli a może nie zemdli???? Takie są plany, będę się go trzymał i nic tego nie zmieni! Aaaa i stracha już nie będzie przed mamą :P
Myślicie, że takie podjadanie bez stracha to mniej smakuje?



Odpowiedz z cytatem