No tak, żenicha... ta nalewka z dzikiej róży cały czas mi chodzi po głowie, tym bardziej, że w pełnym słoiku 0,8 l jeszcze owoce kąpią się w %. Zastanawiam się cały czas jak tą nalewkę zrobić, bo sposobów też jest sporo, chociaż przewijają się te same składniki. Jak już wcześniej napisałem moje założenie do nalewek nie przewidują dolewek wody i nie przewidują podgrzewania jakiś roztworów. Tylko na maksa ma być z owoców ściągnięty sok, dodany cukier lub miód prawdziwy no i równa mieszanka 45% i 90/95%, nic więcej. Może jeszcze dam się przekonać na te goździki, zioła rumianku i mięty... myśl dojrzewa a jak osiągnie cel do zrobię klasyczną żenichę tylko qrcze... córki brak :P
Sam owoc dzikiej róży towarzyszy mi od dzieciństwa. Mój ojciec był zamiłowanym wytwórcą domowego wina a dzika róża to była dla niego jakąś taką owocową perełką, zaś wino tajemną złotą miksturą. Dla mnie katorgą był dzień, kiedy jako najstarszy z rodzeństwa musiałem z nim jechać na zamknięte tereny wojskowe w Zegrzu na zbiory. Czasami jakiś strażnik podszedł, ale ojciec miał zawsze "coś" na taką okazję by zamglić oczy. Mogłem się wtedy nasłuchać opowieści z jego dzieciństwa i z czasów wojny co jako chłopaka ciekawiło najbardziej a ojciec chyba kumał, że trzeba opowiadać bym nie marudził na wchodzące kolce, zranienia, doskwierające słońce. Z kilkoma sporymi workami wracaliśmy do domu by nie wspomnieć o stanie rąk.
Dokąd mi pamięć sięga zawsze podczas obiadu w niedzielę do rosołu i pieczonej bazarowej kury (nie jakiegoś tam sklepowego kurczaka!) lub schabowego smażonego na smalcu, ojciec po przekomarzaniu się z mamą, zadbał by każde z nas, w odpowiednich proporcjach do wieku, otrzymało dla zdrowotności wino z róży i koniecznie w kryształowych kieliszkach. Pamiętam jedną opowieść ojca, podczas gdy robiliśmy zbiory a pamiętam dlatego, że jako młodemu chłopakowi mocno zadziałała na wyobraźnię. Opowiadał mi jak on, jeszcze jako chłopak przed sobotnimi zabawami otwierał te owoce róży i rozsypywał ze środka owocu ten meszek po parkiecie... "tata a dlaczego... a dlaczego rozsypywałeś?"... "hmmm, jakby ci tu powiedzieć, a co tam, jak już były tańce to ten meszek się unosił do góry i wdzierał się w różne miejsca... hmmm a musisz wiedzieć, że jak już się dostanie gdzieś (tu puścił oko) to cholernie swędzi". Oj buzowała wyobraźnia, oj buzowała mi wtedy! Ot wspomnienia :)
I jeszcze wam moi drodzy coś powiem... tak po cichu i tak po lekku i jeszcze raz po lekku... jątrzy mi się w głowie pomysłnabycia urządzenia firmy Al-Ambiq. Jak już manufaktura ruszyła to czas na własne % a nie te jakieś sklepowe. Hmmmm tylko czy wtedy "powiew" wytworu z alembiku nie zabije bukietu? I to jest pytanie!


Odpowiedz z cytatem