A jak już mowa o chmielu, no nie o tym Chmielu, to zawsze mam w pamięci jak wracałem zajechany z gór, spocony jak przepędzona świnia, głodny i z językiem do pasa by się napoić i najeść, no i by sobie też wreszcie usiąść i tak sobie przechodziłem przez Ustrzyki Górne z końskimi okularami i widziałem tylko w oddali Kremenaros (tutaj chodzi o knajpkę) a w tej knajpce piwo i jedzenie ... to się rozmarzyłem...
Kiedyś dziki tłum ludzi w kolejce, pół litra żywca na już i pół do obiadu, schabowy po bieszczadzku. Ktoś się dosiadał, opowiadał i ja też a głównie co dzisiaj, co warto zobaczyć, jakieś tam opowieści... to tym razem ja stawiam... i dalej płynęły rozmowy i coraz więcej ludków się dosiadało i już znowu ktoś postawił ... no bo teraz on musi.
Wracałem na noclegownię, różnie było, najczęściej wtedy na polu PTTK, gwiazdy jakieś takie większe, wokół ten zapach gór, chmiel (no nie ten Chmiel) w głowie i perspektywa radości że... przecież znowu jutro tak samo dzień w górach, tak samo tutaj przyjdę, i tak samo będę wracał! I wracam.... może inaczej to robię, ale jednak wracam.
Często słyszę "czy ciebie poj....o by tak ciągle w te Bieszczady, i tak łazić? że tak Ci się chce?"
Nostalgia jakaś mnie chyba naszła albo za dużo piwa dziś.... zaraz jakie to piję?.... La Trappe... qrcze mocne skubane ma aż 10%. Aaaaa no to już sobie wytłumaczyłem