On to czuje :). Chce byc odpowiedzialny np. za całokształt zdjęć z wakacji :) (raczej mu tego nie powierzę :)). Myslę, że zraziłam Go rok temu: pierwsze kroki dziecka w górach, do tego wypoczywaliśmy na przełomie lipca i sierpnia (po ulewach). Pierwszym doswiadczeniem był marsz na Tarnicę (Wołosate - Wołosate (najkrótsza trasa, ale było upalnie :(). Potem dwa dni deszczu, dzień oczekiwania po deszczu i... "padł" po kolana w błocie za Negrylowem, przy drodze zwózkowej w stronę Sianek:). Kolejny raz w drodze na Chryszczatą, w lesie za Komańczą (no bo przecież asfalt to żadne wyzwanie...). Jak Go z tego "wyleczyć"?


Odpowiedz z cytatem