Ta informcja o ostrzelanu jest prawdziwa?
Ta informcja o ostrzelanu jest prawdziwa?
nie wiem. Ja to słyszałem z którejś tam ręki. Możliwe, że to bujda, ale mołżiwe że nie.
pozdrowienia z lasu
W pełni się z Tobą zgadzam. W dużej mierze nasze zachowanie wpływa na zachowanie innych osób. Nigdy mnie nie spotkała nieprzyjemność ze strony właściciela. Nigdy także nie wchodziłam na teren prywatnej własności bez pozwolenia. Święte prawo własności.
Podobnie jest na mazurach. Nowobogaccy budują nie domy a pałace ze stajniami, wykupują połacie ziemi i lasu no i wszędzie zakazy. 10 lat temu była tam dziewicza puszcza, na polach namiotowych nie uswiadczyło się sklepu ( jeździł obwoźny sklep - stary autobus ), człowiek mył sie w jeziorze. Obecnie wypasione sklepy, wyp. sprzętu wodnego, prysznice, kibelki podgrzewane i masa, co tam masa, chmara narodu. szczęście w nieszczęściu że można tam jeszcze wpaść na zagubuioną w lesie i czasie osadę i kupić chałupinę jeszcze można. Biesy odkryłam niedawno. Naczytałam się że tam tak odludnie, spokojnie, pojechałam a tutaj jak w/w.
Niedługo za Uralem też się pewnie zacznie. Zgroza
Coś w temacie. Warto zastanowić się, czy taki los nie będzie czekał Bieszczadów za kilka lat...
http://bielskobiala.gazeta.pl/bielsk..._kolejne_.html
www.michalskalba.art.pl
Homo sapiens carpathiensis
Ehhh...
Co tu pisać. Ciemnota dorobkiewiczów, pogarda dla wszystkich i wszystkiego. Przyzwyczaić się trudno do tego. Trudno też nie reagować. ale na narzekaniu sie kończy. Właśnie znów polecieliśmy do urn i wybraliśmy najgorszych spośród tej tzw elyty.
Banda pazernych politykierów znów będzie miała czas na knucie, jak by tu jeszcze 'zrealizować marzenia'. Weźmy takie prezydentunia i jego chciwe dążenie do odzyskania/uzyskania rodzinnego boru. Bo mu sowieciarze zabrali jakieś włości na wschodzie, a przecie 'hrabia' musi mieć las. Mało kto wie, że właśnie decydują się losy polskich lasów. Na początek staną się jednostką budżetową. Model wypracowany jeszcze przed wojną był zły. Zresztą jak wszystko przed wojną. A ludzie w to wierzą i klaszczą radośnie w dłonie. Za chwilę stalowe płoty odgrodzą lasy od społeczeństwa. To kwestia 2-3 lat może... Wówczas takie wylle na gór szczycie to będzie pikuś.
Pozdrawiam i spokojnych snów.
Derty
Rano robimy nic. Lubimy to robić (Z Bertranda, 2011)
właśnie, wziąłby człowiek amunicję
eksportową śliwowicję
drzwi opatrzyłby w inskrypcję:
"przedsięwzięto ekspedycję" (MamciaDwaChmiele,2012)
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną - cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam.. "
na wiecznych wagarach od życia...
Byyyło... :P Temat wałkowany milijon razy, ale mam czas i długopis, to dorzucę swoje 3 grosze, co mi tam...
Pierwsza sprawa - wielkość działki. Nie widzę nic złego w fakcie posiadania przez kogoś na własność dużego terenu. Bo niby dlaczego kupowanie 400-metrowej działki jest OK, ale 400-hektarowej już nie jest?! Gdzie przebiega granica między "przyzwoitym" stanem posiadania a nieprzyzwoitym? Bo gdzieś przebiegać musi. Podajcie mi jakaś wartość graniczną, a ja ją z przyjemnością wyśmiejęWłasność to własność - "otake Polske", szanującą własność prywatną, żeśmy walczyli
![]()
Druga sprawa - sam proces kupowania, czy też wchodzenia w posiadanie. Jeśli ktoś wszedł w posiadanie ziemi zgodnie z prawem - czyli nie dał w łapę, nie ustawił przetargu, nie ominął przepisów, nie oszukał - to Bóg z nim, niech ma. I z drugiej strony - jeśli samorząd czy państwo sprzedało zgodnie z prawem, to również nie widzę problemu. Przecież gminy potrzebują pieniędzy, rząd tyżCzy "chcącemu" tak trudno ustalić, czy transakcja odbyła się zgodnie z prawem? Ktoś przecież wyraził zgodę na sprzedaż, ktoś uchwalił plan miejscowy dla tego obszaru, ktoś wydał warunki zabudowy i podpisał się pod pozwoleniem na budowę, ktoś zatwierdził projekt ogrodzenia... To nie są jakieś tam anonimowe "władze", ale ludzie z imienia i nazwiska,więc jeśli doszło do jakiegokolwiek naruszenia prawa, to za d*pę i do sądu, czy innej instytucji kontrolnej: PINB, sanepid, straż pożarna... Zdziwilibyście się, ile pracujących tam osób traktuje swoje obowiązki śmiertelnie poważnie i nie przepuściłoby żadnej lipy.
Trzecia sprawa - udostępnianie własności. Powtórzę: własność to własność. Jak ktoś che się dzielić, to miło, ale jak nie - wara każdemu intruzowi! Absolutnie rozumiem rozterki (mieszkających w pałacyku) znajomych Derty'ego, bo moi przyjaciele mieli podobne ze zwykłym wiejskim domem. Chata stoi tuż przy sudeckim szlaku, a na działce, tuż przy jej krawędzi, była nieczynna, ręczna pompa, którą znajomi - w szlachetnym porywie - postanowili udostępnić społeczeństwu, coby się zdrożony wędrowiec mógł napić. Studnię oczyścili, pompę uruchomili, a obok umieścili tabliczkę z prośbą o zachowanie czystości, bo dla mieszkańców domu to jedyne źródło wody. Ale zdrożeni wędrowcy mieli to generalnie gdzieś, bo pod pompą uskuteczniali kompletne ablucje z przepierkami łącznie, zostawiając po sobie śmieci i błoto. Znajomi pękli dopiero wtedy, gdy się okazało, że z ich działki przechodnie zrobili sobie także kibel. No i serce na dłoni trza było schować za płot.
BTW - dość naiwne jest przekonanie, że jeśli ja jeżdżę w Bieszczady i zachowuję się OK, to wszyscy przyjeżdżający w Bieszczady będą zachowywać się OK. Wystarczy sobie poczytać niektóre wątki na tym forum, zwłaszcza o niszczonych chatkach czy palonych schronach. Albo wątek o "dowcipach spoza szlaku", w którym panna jest zaskoczona, że ludzie lubiący soczysty dowcip jeżdżą w Bieszczady. Przecież wszyscy wędrowcy to prawdziwe bieszczadzkie janioły, posługujące się na co dzień językiem Bellona i Myszkowskiego...![]()
Moim zdaniem ten temat jest na tyle istotny, że warto go nawet milijard razy powtórzyć
Możesz wyśmiać wszystko co napiszę poniżej :)
Studiuję architekturę krajobrazu otwartego. Przy wyborze kierunku nie kierowała mną "żądza pieniądza", tylko fascynacja i zamiłowanie do krajobrazu Polski. Stąd też mam bardzo ortodoksyjne podejście, jeśli chodzi o takie tematy. Poniższe wywody są moim poglądami, nie musicie się z nimi zgadzać.
Krajobraz jest dobrem i dziedzictwem narodowym, tak jak np spuścizna w postaci dzieł sztuki, zabytków architektury czy utworów muzycznych itd. Świadczy on o przeszłości kraju, jego bogactwach, tradycji i kulturze. Jednocześnie urozmaicony pejzaż, będący za razem bardzo atrakcyjnym wizualnie, wskazuje na dużą różnorodność biologiczną, dzięki wielu siedliskom wchodzącym w jego skład.
Z tej racji powinien być on obiektem szczególnej troski, tak samo jak inne wymienione wcześniej przeze mnie dobra, niestety póki co tak nie jest. Ktoś może powiedzieć, że są parki krajobrazowe, które "utrudniają życie", ale tak na prawdę jeśli inwestor się uprze, to postawi na swoim i zrobi co mu się spodoba. W tej kwestii nasze prawo jest dziurawe jak sito i daleko mu do doskonałości. Szkoda, że w naszej modnej "pogoni za zachodem" nie bierzemy przykładu z troski o krajobraz, która w wielu innych krajach jest niezwykle ważnym elementem polityki i życia codziennego.
Odnosząc się do tych 400 hektarów powiem tak: krajobraz ma swoją wartość. Nie będę się rozpisywał na ten temat, osobom zainteresowanym polecam wpisać w google pojęcie "waloryzacja krajobrazu". Niestety, nie jest ona ujednolicona i przytoczonych jest wiele różnych sposobów oceniania, nie mniej jednak wszystko sprowadza się do jednego: krajobraz ma swoją WARTOŚĆ. Jest dobrem narodowym o określonej wartości, niekoniecznie finansowej ale jednak nie mniej ważnej! Niezaprzeczalnie. Przed wojną polska szkoła architektury krajobrazu była jedną z najlepszych w europie. Obecnie wszystko odradza się w bólach, a naród (z pewnymi wyjątkami) jakoś nie przywiązuje zbytniej uwagi do otoczenia i zmian w nim zachodzących. Nie mam nic przeciwko prywatnym, ogrodzonym 400 hektarowym działkom, ale niech będą one kupowane na nizinach, na jakiś nieużytkach, które mają niską ocenę. Krajobraz górski, o jakim mówimy w waloryzacji zajmuje jedną z najwyższych pozycji, czyli jest najcenniejszy i powinien być objęty szczególną troską. Inwestycje wielkoobszarowe, które właściciel planuje ogrodzić, oraz wielkość działki pod takie działanie powinny być moim zdaniem regulowane uzasadnieniem tejże inwestycji. Jeżeli potrzeba ogrodzenia tych 400 hektarów będzie logicznie uzasadniona, to ok. Ale jeśli właściciel grodzi sobie taką ziemię z argumentem "bo tak, bo to moje i tu mi się podoba i nikt chodził nie będzie po moim" to tu jest coś nie w porządku. Jak już wspominałem są to jedne z najcenniejszych naszych krajobrazów, które są dziedzictwem i dobrem wspólnym i każdy powinien mieć do niego dostęp, niezależnie od grubości posiadanego portfela. Zgodnie z tym co mówisz, można całe nasze góry podzielić na -set hektarowe działki, sprzedać tym, których na to stać, niech sobie ogrodzą, a cała reszta niech nacieszy się widokami z publicznych dróg i parków narodowych.
Pomijam fakt, iż takie wielkoobszarowe działania mają nie tylko estetyczny wpływ na jakość krajobrazu. Bezpośrednio wpływają one również na środowisko - przecinają szlaki migracyjne zwierząt (korytarze ekologiczne). Dodatkowo zazwyczaj właściciel kosi sobie centymetrowy trawniczek dookoła domu, a na pozostała część jego majątku zarasta w skutek wtórnej sukcesji, co również nie wszędzie jest pożądane, zwłaszcza w parkach krajobrazowych. To jest fakt autentyczny, który mogę pokazać na konkretnym przykładnie, podpierając się punktem w operacie ochrony parku krajobrazowego. Kolejnym tematem wartym poruszenia jest działalność właściciela na takiej działce. Bo o ile tłumaczenie potrzeby posiadania tak dużej ilości gruntu tylko dla siebie często motywują "miłością do miejsca, krajobrazu i przyrody", o tyle działania większości z nich nie są już takie piękne jak te słowa. Tutaj też mogę podeprzeć się przykładami z życia wziętymi i pokazać jak "miłośnicy" natury walczą z nią (wbrew prawu) na swoim gruncie. Poczucie estetyki jest również pojęciem względnym i dla niektórych różowy pałacyk z białymi kolumienkami i gipsowymi lwami przed wejściem postawiony na szczycie górki będzie kolejnym cudem świata. Niestety jak już wspominałem krajobraz jest dobrem narodowym i na wyjątkowo cennych obszarach projekt budowlany powinien być konsultowany ze specjalistami, a inwestor powinien zrezygnować w pewnym stopniu z własnego "widzimisię" w imię wyższego dobra.
Tu też się nie zgodzę. Inwestor kupując grunt na którym jest szlak turystyczny/cerkwisko/pozostałości po wsi/grodzisko itp nie może zabronić dojścia/przejścia ludziom przez swój teren i powinien się z tym liczyć kupując sobie działkę. Niestety znam wiele przykładów, gdzie mają oni to w d*pie, o czym była mowa powyżej. A prawda jest taka, że niekiedy sprawy wielkich działek i wielkich pieniędzy to również wielkie układy, gdzie bój o cenne obszary przegrywały całe grupy walczących o nie ludzi. Tutaj też mogę palcem pokazać taką inwestycję w Bieszczadach. Temat powinno rozstrzygnąć jednoznacznie surowe i klarowne prawo, które ograniczyłoby wiele takich "akcji". Tutaj straż ani sanepid nie pomogą. Poza tym, skoro inwestor ma kasę na wywalenie chałupy na wielohektarowej działce, to kogo będzie stać na to, żeby społecznie go ciągać za to po sądach, nawet jeśli właściciel rzeczonego gruntu działał wbrew prawu? Takie procesy ciągną się latami i najczęściej kończą umorzeniem.
A sprzedaż takich gruntów pod prywatne inwestycje, żeby załatać dziurę budżetową, to najgorszy scenariusz jaki można sobie wyobrazić... W myśl tej zasady można siąść z linijką nad mapą Bieszczadów, podzielić na działki co się da i sprzedawać tym, których na to stać. Pomijam fakt, iż byłby to jednorazowy dopływ grubszej gotówki, bo w sumie znając życie podatki z tego mogą być niewielkie albo żadne.
Własność własnością, ale są dobra wyższe, które powinny stać ponad interesami jednostek mogących sobie pozwolić na trochę więcej niż "przeciętny Kowalski". Bo tak jak już wcześniej pisałem - nic nam z tych gór nie zostanie. Ma ktoś działkę? Ok. Ale po co grodzi hektary, skoro nic oprócz domu na niej nie ma? Niech sobie strzeli płot w promieniu 30m od domu, tak, żeby ludzi nie musiał oglądać, ale zabranianie wejścia do całej doliny bo jest taki a nie inny kaprys jest najzwyczajniej w świecie przegięciem.
Ogólnie temat rzeka, można by dużo polemizować, ale praktyka jest praktyką i niestety źle się dzieje... Tak będzie, dopóki znaczna grupa ludzi nie podniesie sprzeciwu, co niestety może nigdy nie nastąpić.
www.michalskalba.art.pl
Homo sapiens carpathiensis
Co do tego domu w Beskidzie Małym.
Dobry kolega pracował w pracowni architektonicznej, w której robiono projekt tego domu.
Właściciel kierował budową tego domu ... z więzienia.
Widać przyzwyczaił się do krat i trudno mu się odzwyczaić.
B.
Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)