Byyyło... :P Temat wałkowany milijon razy, ale mam czas i długopis, to dorzucę swoje 3 grosze, co mi tam...
Pierwsza sprawa - wielkość działki. Nie widzę nic złego w fakcie posiadania przez kogoś na własność dużego terenu. Bo niby dlaczego kupowanie 400-metrowej działki jest OK, ale 400-hektarowej już nie jest?! Gdzie przebiega granica między "przyzwoitym" stanem posiadania a nieprzyzwoitym? Bo gdzieś przebiegać musi. Podajcie mi jakaś wartość graniczną, a ja ją z przyjemnością wyśmiejęWłasność to własność - "otake Polske", szanującą własność prywatną, żeśmy walczyli
![]()
Druga sprawa - sam proces kupowania, czy też wchodzenia w posiadanie. Jeśli ktoś wszedł w posiadanie ziemi zgodnie z prawem - czyli nie dał w łapę, nie ustawił przetargu, nie ominął przepisów, nie oszukał - to Bóg z nim, niech ma. I z drugiej strony - jeśli samorząd czy państwo sprzedało zgodnie z prawem, to również nie widzę problemu. Przecież gminy potrzebują pieniędzy, rząd tyżCzy "chcącemu" tak trudno ustalić, czy transakcja odbyła się zgodnie z prawem? Ktoś przecież wyraził zgodę na sprzedaż, ktoś uchwalił plan miejscowy dla tego obszaru, ktoś wydał warunki zabudowy i podpisał się pod pozwoleniem na budowę, ktoś zatwierdził projekt ogrodzenia... To nie są jakieś tam anonimowe "władze", ale ludzie z imienia i nazwiska,więc jeśli doszło do jakiegokolwiek naruszenia prawa, to za d*pę i do sądu, czy innej instytucji kontrolnej: PINB, sanepid, straż pożarna... Zdziwilibyście się, ile pracujących tam osób traktuje swoje obowiązki śmiertelnie poważnie i nie przepuściłoby żadnej lipy.
Trzecia sprawa - udostępnianie własności. Powtórzę: własność to własność. Jak ktoś che się dzielić, to miło, ale jak nie - wara każdemu intruzowi! Absolutnie rozumiem rozterki (mieszkających w pałacyku) znajomych Derty'ego, bo moi przyjaciele mieli podobne ze zwykłym wiejskim domem. Chata stoi tuż przy sudeckim szlaku, a na działce, tuż przy jej krawędzi, była nieczynna, ręczna pompa, którą znajomi - w szlachetnym porywie - postanowili udostępnić społeczeństwu, coby się zdrożony wędrowiec mógł napić. Studnię oczyścili, pompę uruchomili, a obok umieścili tabliczkę z prośbą o zachowanie czystości, bo dla mieszkańców domu to jedyne źródło wody. Ale zdrożeni wędrowcy mieli to generalnie gdzieś, bo pod pompą uskuteczniali kompletne ablucje z przepierkami łącznie, zostawiając po sobie śmieci i błoto. Znajomi pękli dopiero wtedy, gdy się okazało, że z ich działki przechodnie zrobili sobie także kibel. No i serce na dłoni trza było schować za płot.
BTW - dość naiwne jest przekonanie, że jeśli ja jeżdżę w Bieszczady i zachowuję się OK, to wszyscy przyjeżdżający w Bieszczady będą zachowywać się OK. Wystarczy sobie poczytać niektóre wątki na tym forum, zwłaszcza o niszczonych chatkach czy palonych schronach. Albo wątek o "dowcipach spoza szlaku", w którym panna jest zaskoczona, że ludzie lubiący soczysty dowcip jeżdżą w Bieszczady. Przecież wszyscy wędrowcy to prawdziwe bieszczadzkie janioły, posługujące się na co dzień językiem Bellona i Myszkowskiego...![]()


Własność to własność - "otake Polske", szanującą własność prywatną, żeśmy walczyli
Odpowiedz z cytatem