Cała ta dyskusja bierze się chyba z braku obiektywizmu czyli patrzenia przez pryzmat własnych potrzeb i oczekiwań. Świat nie kręci się wokół grup zorganizowanych i turystów pieszych i nigdy nie będzie się kręcił.Zamieszczone przez lucyna
To pewnie zaskakujące, ale tak samo jak turysta pieszy ma różne oczekiwania - jeden lubi to inny siamto, tak samo jest z rowerzystami. Ciągle się słyszy o konieczności zróznicowanej oferty a jako w tym wątku tego nie widać.
Czy w Bieszczadach jest Disneyland dla rowerów? Nie - chociaż jest bardzo dobrze i szlaki ZR to kawał dobrej roboty - tyle że bez uwzględnienia tego co wyżej: rowerzyści są rózni.
1000km szlaków rowerowych? Rozpoczynający poprzedni wątek chciał trochę sobie urozmaicić trasę. Nie kręci go jazda po asfalcie. Zdajesz sobie sprawę z tego ile zostanie tych kilometrów po odjęciu "tras rowerowych" biegnących po drogach publicznych? To każdy ma u siebie - wyjedzie na ulice i heja między samochodami.
Stokówki - na tym opiera się ZR, tylko że nieco to było pójście na łatwizne - gdzie jakaś szutrówka tam dup tabliczke "trasa rowerowa" i z głowy. Czy coś tam jest czy nie ma - kogo to obchodzi. Wyobraź sobie ze proponujesz grupie zwiedzanie Wetlińskiej i Caryńskiej i prowadzisz ich szosą, serpentynami i pokazujesz te górki. Głupie? Tak jest skonstruowana niemała część tras rowerowych. Przykład: Zatwarnica - most k/Obłazów. Trasa szutrówką. Turysta rozkłada mape i kilkaset metrów niżej widzi Krywe, Tworylne, itp. Szutrówka nudna jak flaki z olejem, las i nic poza tym. Na dole troche pozostałości, troche widoków, rzeka. I co robi rowerzysta? Ma gdzies te trase i pedałuje dołem bez szlaku. Takie przykłady można mnożyć.
200km tras extreme? W Bieszczadach znam coś koło 4km (chętnie się dowiem gdzie sie podziewa reszta).To jest zjazd z Przysłupa do Bereżek, ktory od biedy można nazwać odcinkiem ekstremalnym. Reszta tras "extrim", to m.in. pół-szutrówka, pół-betonówka Czerenna - Tarnawa Niżna, asfalt (!) Tarnawa Niżna - Muczne (to nie żart), "asfalt" Baligród - Stężnica - Wołkowyja (!), Bereźnica - Żernica (szlak rowerowy przez teren gdzie jest tablica: teren prywatny i ganiają "wściekłe psy") - Żerdenka. Jest jeszcze pare kilomerów koło jeziora - od biedy. I to wszystko. To co jest powyżej jeziora nie ma znaczenia. Jak turysta jedzie pojeździć rowerem w Bieszczady to ma na myśli Bieszczady i jedzie do Komańczy, Cisnej, Wetliny czy Ustrzyk G i okolic. Mało go obchodzi ze są trasy k. Uherzec, Olszanicy, Jureczkowej, itp.
Gdyby nie było zapotrzebowania na poruszanie się innymi trasami, nie było by np. Transcarpatii. Gdyby pomyślano o rzeczy tak oczywistej jak to, że są rózni rowerzyści z różnymi oczekiwaniami, dziś tej dyskusji by nie było, bo byłyby zróżnicowane trasy rowerowe dla każdego. Na dzień dzisiejszy ich nie ma, dlatego turyści muszą sobie sami szukać urozmaicenia.


Odpowiedz z cytatem