Mam urwanie głowy w pracy. Zabieram robotę do domu. Sam nie wiem co mam najpierw zrobić. i jeszcze choroba w rodzinie. Istny kataklizm. I nie chcę obiecywać, że się to w najbliższym czasie zmieni. Zrobię, co mogę.
pozdrawiam
Mam urwanie głowy w pracy. Zabieram robotę do domu. Sam nie wiem co mam najpierw zrobić. i jeszcze choroba w rodzinie. Istny kataklizm. I nie chcę obiecywać, że się to w najbliższym czasie zmieni. Zrobię, co mogę.
pozdrawiam
bertrand236
Następnego dnia mamy dzień samochodowego zwiedzania Bieszczadu. Jeździmy szlakiem cerkwi. Najpierw Czarna, potem Polana. Tam wstępujemy do galerii Żyta-Żmijewskiego. Tez ciekawe miejsce. Następnie cerkiew i cmentarz. Pogoda kiepska. Robimy zdjęcia i dalej w drogę. Następnie Górzanka. Tam możemy wejść do środka, bo cerkiew jest w remoncie. My z Renatką już tam byliśmy ale naszym towarzyszom cerkiew bardzo się podobała. Później ruiny cerkwi w w Berezie. Kto tam nie był niech odwiedzi to miejsce jest cudowne. I tak blisko drogi… Później wizyta u Pękalskiego. To też jest PIĘKNE MIEJSCE w Bieszczadzie. Należy się tylko przygotować na to, ze gospodarz nie chce szybko wypuścić swoich gości. Trochę się tam rozmarzyliśmy. Za każdym razem jak jestem w Bieszczadzie odwiedzam Zdzisława Pękalskiego. Lubię samotnie posiedzieć w jego piwnicy. Następny przystanek mało ciekawy był. Za to jakie tam słodkości serwują… Słodki domek w Lesku. Jak Lesko to Synagoga i Kirkut. Po raz pierwszy byłem w piwnicy/celi w synagodze. Dalej Ustrzyki Dolne. Spacer po mieście. Nikt nie chciał do Muzeum więc nie zmuszałem. Zjedliśmy obiad w Jadłodajni. Zawsze tam jadam jak jestem w tym mieście. Zawsze jest smaczne jedzenie. Później cerkiew w Hoszowie. Tez była otwarta, więc mamy fotki z wewnątrz. Jest piękna. Podobał mi się zwłaszcza kilim, chociaż nie jest on zabytkiem. Następnie Rabe. Też ładna cerkiew. Potem powrót do Wilczej Jamy. Na tarasie rozpalamy grilla /wszak kupiłem za dwa piwa cały worek węgla od wypalaczy/ i degustujemy to, co mamy do degustacji. Nie przesadzam, bo następnego dnia muszę wstać bardzo wcześnie.
bertrand236
Tym razem wstajemy z Chrześniakiem naprawdę wcześnie. Była godzina 4:00. Nie chciało się wstawać ale umowa zobowiązuje. Obiecałem Malo, że jeden dzień popracuje dla kirkutu w Baligrodzie. Malo prosił, żebym w ramach pracy przywiózł Magurycza na kirkut na godzinę 11:00. Wiedziałem też, że Magurycza trzeba odebrać z małej miejscowości pod Gorlicami. Z Mucznego to w tamta stronę około 200 kilosów. Ale słowo się rzekło. Jedziemy. Jest pusto na drodze. Żadnych turystów, autostopowiczów. Miedzy Berehami, a Wetliny przebiega nam drogę stado zwierzyny płowej. Na Chrześniaku zrobiło to wrażenie. Jedziemy na Łupków. Koło Łupkowa zatrzymuje mnie kobiecina i pyta, czy ją nie podwiozę do Komańczy. Pewnie, że podwiozę. Po drodze opowiada, że pracuje w kuchni w cerkwi greckokatolickiej. Tam jest jakiś obóż dla młodzieży i ona pracuje właśnie tam. Opowiada o cerkwi w Radoszycach i o dzwonie z Bagnicy i o cerkwi w Turzańsku. Miła kobieta. Wysadziłem ja obok cerkwi i mknęliśmy dalej do Gorlic. W Gorlicach pytamy o miejscowość, w której mieszka Magurycz. Nikt nie wiedział gdzie ona jest, a na mojej mapencji jej nie było. W końcu jakiś gruby jegomość pokazał nam drogę. Boże, co to była za droga. Dróżka wręcz ale Karawan dojechał. W tejże miejscowości nikt nie wiedział gdzie jest numer 13. może dlatego, że pechowy? W końcu zatrzymałem się na chybił trafił i idę zobaczyć co i jak. Bingo! Zatrzymałem się prawie /100 m / przed chyżą, w której mieszka Magurycz. Wszedłem do srodka i oniemiałem. Na glinianym klepisku stała lodówka i pralka automatyczna a między nimi przemieszczał się facet wieku raczej młodego ubrany bardzo kolorowa, a na głowie sterczał irokez. Mówię mu, ze przyjechałem po Magurycza o on mówi, że jest prawie gotowy do drogi. Oniemiałem. Jeszcze takiego gościa nie wiozłem. Trochę zły na siebie, na Malo i na Magurycza mówię mu, żeby zabrał klamoty, bo nie mamy czasu. Gość chwiejnym krokiem przyniósł do karawanu sporo rzeczy. Powiedział też, że jest cienki, bo wczoraj był na stypie…Musielibyście widzieć minę Chrześniaka. Magurycz przyniósł klamoty drugi raz. Za trzecim razem mu pomogłem. Zabrał narzędzi od cholery i browarka. Pokazał mi zdecydowanie lepsza droge niż ta, która tu przyjechaliśmy. Po drodze gość zaskakiwał mnie co chwilę. Okazało się, że Szymon Modrzejewski, bo tak on się nazywa jest współautorem książki „Bieszczady Słownik Historyczno-Krajoznawczy Część 1 Gmina Lutowiska” Oj zaimponował mi w tym momencie. Później było już tylko lepiej. Facet ma niesamowita wiedzę na temat cmentarzy, historii i kultury Bieszczadu i Beskidu Niskiego. Wydaje mi się, ze troche też mu zaimponowałem znajomością miejsc i cmentarzy w tym regionie. Po drodze zabraliśmy jeszcze jego przyjaciółkę /imienia nie pamiętam/ i tak dyskutując zajechaliśmy 10:55 do Baligrodu. Odwaliłem kawał „roboty” i jakieś 350 km. Ale za to poznałem bardzo ciekawego człowieka. Tam się rozstaliśmy. Na ławce przed czołgiem zjedliśmy z Chrześniakiem śniadanie i zastanawialiśmy się co robić. Poszliśmy na kirkut, a potem pojechaliśmy w PIĘKNE MIEJSCE. Szutrowa droga zaprowadziła nas nad jeziorko bobrowe. Tam chwile pospacerowaliśmy i pojechaliśmy kawałek dalej. Na stokach Chryszczatej chciałem coś znaleźć. Po 2 godzinach chaszczowania zmieniłem miejsce poszukiwań. Tutaj też nieźle pochaszczowaliśmy ale poszukiwania poje nic nie dały. Cóż przyjadę tu jeszcze kiedyś. Nic się nie stało. Głodni i trochę zmęczeni zajechaliśmy do Biesiska. Obfity obiad dobrze nam zrobił. Obiecałem chrześniakowi deser. Duży deser. Gigantyczny deser. Więc następny postój był w Chacie Wędrowca. Ja nie zjadłem całego, ale Chrześniak wciągnął naleśnika giganta bez problemów. W Wetlince zatrzymała mnie policja i kazała dmuchać w balonik. Widzieli skubańcy skąd wyszedłem i myśleli, że jestem po browaru… Wyjątkowo nie byłem, ale nauczkę dostałem. Następny postój u Lacha w Ustrzykach. Jakiś recital dawał niezbyt trzeźwy jegomość ale śpiewał całkiem całkiem. Późnym popołudniem wróciliśmy na kwaterę. Reszta towarzystwa w tym dniu odwiedziła Kolibę na Przysłupiu Caryńskim. Dzień uważaliśmy za bardzo udany.
bertrand236
Jak zawsze z przyjemnością czytam Twoje relacje i nie raz korzystam potem z Twoich sugestii co należy zobaczyć.-- A co chciałeś znależć chaszczując?? to się domyślam ,..... pierwsze to 49 18 565 ; 22 11 809 (o ile pamiętam 2 skrzynka Wojtka w Bieszczadach) a następnie (i tu mam dylemat) czy skrzynka Kamionki 49 20 588; 22 10 392 ( Wojtka), czy Jabolowe - Kalnickie Strymne (Suliła) 49 21 438 ; 22 10 050. Proszę napisz czy tak??
ps. To wciąga i sprawia przyjemność, wierz mi.
"dosyć często rozważam co jest warte me życie?...tam na dole zostało wszystko to co cię męczy ,patrząc z góry w około - świat wydaje się lepszy.."
Pozdrawiam Janusz
![]()
Nigdy i nigdzie nie szukałem skrzynek geokache! Jakoś to mnie nie kręci. Czego szukałem? Zapewne PIĘKNEGO miejsca w Bieszczadzie![]()
Pozdrawiam
bertrand236
Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)