Następnego dnia wstajemy dosyć wcześnie. Jest już tradycją, że na jednego członka naszej grupy musimy czekać, aż się zbierze, umyje i ubierze. W końcu są wakacje i wolno mu. Plan na dziś mamy ambitny. Tak mi się wydawało. Po śniadaniu jedziemy do Tarnawy, czyli niedaleko. Tam wypijam piwko i kupuję jakieś przewodniki za grosze. Później jedziemy do Bukowca. Do pewnego momentu droga jest naprawdę dobra. Od pewnego zaś drogi właściwie nie było. Katowaliśmy nasze auta aż podwozia stękały. W Bukowcu zostawiamy konie mechaniczne pod opieką miłej dziewczyny i wyruszamy w stronę Beniowej. Nie idziemy sami. W tą stronę podąża kilkanaście osób. Po drodze oglądamy resztki systiemy po tamtej stronie… Dochodzimy do Beniowej, a raczej do cmentarza, ostatniego dowodu, że była tu kiedyś miejscowość. Jestem totalnie wkurzony. Po łąkach śmigają jakieś traktory robiąc duży hałas. Kiedyś tu tego nie było. Zwiedzamy cmentarz. To znaczy część z nas zwiedza, a część odpoczywa po „forsownym” marszu. Ja udaję się jeszcze do chatki, która stoi sobie nieopodal. Jest zamknięta na amen. Wracam do swoich i idziemy dalej. Bardzo lubię ten odcinek szlaku przez łąki i las do schronu w Negrylowie. Pogoda jest w sam raz. Przy schronie zatrzymujemy się na chwilę coby się napić i wpisać do książki wyjść. Książkę czytam od dechy do dechy i widzę, że paru forumowiczów tędy szło od czasu wytyczenia nowej drogi.


Odpowiedz z cytatem