Odpoczywamy chwilę na stojąco, bo wszystko mokre i podejmujemy decyzję o dalszej wędrówce do źródła. Większość z Was wie, o czym teraz piszę: szliśmy w deszczu, przez łąki z trawami do ramion. Woda lała się na nas z góry i zbieraliśmy ją na siebie z traw. Szczęście, że było ciepło. Renatka była wściekła. Na pogodę, na zmęczenie i chyba na mnie, że ją tu przywlokłem. Żal mi jej było, ale cały czas ją pocieszałem, że już niedaleko. Była też zła na mnie za te pocieszanie, bo wiedziała, że idę do źródła pierwszy raz i nie mogę wiedzieć jak daleko ono jest. W końcu przestaje lać, ba przestaje nawet padać, a my dochodzimy do źródła Sanu. Gdziekolwiek jest prawdziwe źródło, tam gdzie doszliśmy jest obelisk informujący, że źródło Sanu jest właśnie tutaj. Pijemy wodę ze źródła i odpoczywamy. Widzę, że towarzystwo jest mocno zmęczone. Nie ukrywam, że ja tez trochę jestem zmęczony. W głowie rodzi mi się plan, ale na razie go nie zdradzam. Wracamy tą samą drogą, bo innej nie ma. Krótki odpoczynek przy Grobie Hrabiny. Schodzimy dalej szlakiem. W pewnym momencie stwierdzam, że starym szlakiem będzie bliżej. Wszyscy zgadzają się z moja propozycją. Idziemy starą ścieżką. Zrozumiałem, dlaczego wytyczono nowy szlak. Tuz przy starym szlaki na Niedźwiedzim bobry zrobiły sobie tamę i powstało ładne jeziorko. Wszyscy myślą, że zgubiłem drogę i są na mnie wściekli. Nie przejmuje się tym tylko brniemy dalej. W końcu dochodzimy do drogi. Boże! Dochodzimy do tego miejsca, co się kiedyś droga zwało. Droga rozjeżdżona przez ciężki sprzęt. Błoto do kolan. Błoto to „ulubiony” atrybut Bieszczadu mojej kuzynki. Jak widzi błoto to humor zostaje daleko za nią. A tutaj coś, co mnie samego zadziwiło. Swoja droga znajdujemy się na terenie BPN, a tu droga rozjeżdżona przez ciężki sprzęt niezbędny do wywozy wyciętego drewna. W tym momencie czułem się rozgrzeszony z tego, ze nie szedłem szlakiem. Przynajmniej widziałem, co się dzieje na terenie Parku w miejscu, w którym nie powinno być turystów. Ci z was, którzy maja mi za złe, że łażę poza szlakiem na terenie Parku niech mi wytłumaczą, co robi tam ciężki sprzęt i dlaczego. Prowadzę przez PIĘKNE miejsce. Za mną brnie cała reszta. Wiem, że żałują, że nie szli szlakiem. Mam to tak głęboko, jak głębokie jest błoto. Po 200 metrach wychodzimy na twardą drogę. Droga tą wleczemy się do Negrylowa. Tam w schronie dłuuugii odpoczynek. Jakieś płyny regenerujące wpis do książki. Jesteśmy zmęczeni, upodleni, ale teraz już szczęśliwi. Powoli przechodzi złość. Wszyscy są zadowoleni. Czas ruszyć dalej w drogę. Zgodna decyzja: nie idziemy przez mokre łąki Beniowej tylko drogą do Bukowca. Myślę, że z Negrylowa do Bukowca wlekliśmy się półtorej godziny. W końcu doszliśmy do samochodów. Powrót był niezakłócony niczym. W Tarnawie wypiłem zupę chmielową i wróciliśmy do Mucznego. Tak minął nam następny dzień.


Odpowiedz z cytatem