Hej :D
Bo to jest tak Henek, że człeka po kilku łykach czegoś dobrego zwierz nie ruszy :D Najwyżej zapyta o dokumenty :P To jeden z fenomenów bieszczadzkiej fauny :D
Hej :D
Bo to jest tak Henek, że człeka po kilku łykach czegoś dobrego zwierz nie ruszy :D Najwyżej zapyta o dokumenty :P To jeden z fenomenów bieszczadzkiej fauny :D
Rano robimy nic. Lubimy to robić (Z Bertranda, 2011)
właśnie, wziąłby człowiek amunicję
eksportową śliwowicję
drzwi opatrzyłby w inskrypcję:
"przedsięwzięto ekspedycję" (MamciaDwaChmiele,2012)
Coś w temacie (zaniepokojenia "Człowieka z lasu" poufałością zwierza)
BIESZCZADY
2 stycznia 2007 - 19:56
Pubal woli ludzi
Żubr w zagrodzie aklimatyzacyjnej w Woli Michowej odzwyczaja się od ludzi. Nie poznaje już swojego opiekuna Witolda Szybowskiego, leśnika z Baligrodu, ale wciąż lgnie do ludzi.
Do Witolda Szybowskiego Pubal trafił jako kilkudniowy cielaczek. Leśnik utrzymał go przy życiu karmiąc mlekiem przez smoczek.
Małego żubra znaleziono w 2005 r. w Rabem. Najprawdopodobniej odłączył się od stada w czasie powodzi, która przeszła w Bieszczadach. Zwierzęciem zaopiekowali się leśnicy. Nadali mu imię Pubal.
Przez 9 miesięcy był pod opieką leśniczego Witolda Szybowskiego i jego żony Urszuli. W kwietniu odzyskał wolność. Przyłączył się do stada dziko żyjących żubrów, ale bardzo szybko z niego emigrował. Zaczął płoszyć turystów, szukając kontaktu z człowiekiem. Trafił więc do zagrody w Woli Michowej.
Razem z Pubalem w zagrodzie jest żubr Bolo, który sam tam przywędrował. Bolo w 2001 r. został sprowadzony ze Skandynawii. Choć poznał już smak wolności, na zimę schronił się w zagrodzie.
Pubal, dzięki obecności starszego osobnika oswaja się z twardymi regułami życia. Bolo nie dopuszcza go do koryta zanim się sam nie naje.
Kilka dni temu swojego pupila odwiedził Witold Szybowski. Żubr nie zareagował na jego obecność, choć leśnik wołał go pieszczotliwym zdrobnieniem.
- Kiedyś na wołanie od razu do mnie przychodził. Teraz mnie zapomniał - mówi leśnik.
Mimo to Pubal nadal lgnie do ludzi. W niedzielę uciekł z zagrody i szedł za ludźmi do kościoła. Żubr musi zdziczeć, bo pozbawiony opieki stada może stać się ofiarą wilków.
Dorota Mękarska
d.mekarska@gcnowiny.pl
Pozdrav
Miałam przyjemność poznać Pubala. Niesamowita historia. Byłam z VIP w okolicy ...... W pewnym momencie znalazłam się w miejscu zasięgiu telefonii komórkowej. Zaczełam odbierać wiadomości. Zostałam z tyłu. Wykłócam się z jednym panem gdy coś mnie szturchneło w bok. Odruchowo walnełam łokciem do tyłu i dałam w pysk Pubalowi. Zamurowało mnie. Miałam potem też przyjemność poznania z bliska stada żubrów.
Ja wychowany między resztkami Puszczy Mielnickiej a Puszczą Białowieską żubry i łosie widziałem nie raz. Ale najciekawszym przeżyciem było spotkanie z kotem! Chaszczując od Łopiennika do cerkwi w Łopience doszłem do dolinki jakiegoś potoku i idąc dalej podchodzilem jedn z pagórków otaczającą dolinkę w pewnym momęcie zauważyłem kota (skubaniec wygrzewał się na słońcu) ciut większego niż większość dachowców.Tak przyglądałem się mu przez parę sekund, ale on mnie zauważył albo zwęszył. Nie mam pojęcia jaki zmysł u kotów jest lepszy. I dał nura do lasu. Napewno mnie nie usłyszał, bo by zwiał wcześniej. Kot jak kot, bury z trochę krutszym ogonem,niż mają zazwyczaj koty. Ale co on robił tak daleko od ludzi? Czyżbym widział ŻBIKA?
Pozdrawiam
DUCHPRZESZŁOŚCI
Nie ,występuje w Bieszczadach. To ze słyszenia. W okolicy Dwernika leśniczy znalazł kociaka. Zaopiekował się nim. Po kilku miesiącach kociak zagryzł mu wszystkie kury. Za karę trafił do klatki na króliki. Tam zobaczył go któryś z naukowców placówki PAN w Ustrzykach Dol. Pobrano próbkę DNA i ustalono, że to zbik. Wrócił do lasu. Historia jest prawdziwa tylko szczegóły mogą byc podrasowione. Niestety, ostatnio koledzy non stop robią mi jakieś kawały ubarwiając historie.
Około dwadzieścia lat temu miałam kota z lasu w domu. Przez osiem lat. Podobna historia. Znalazłam w czasie bardzo srogiej zimy na pół martwego kociaka. Zaopiekowałam się nim. Po pewnym czasie oswoił się. Niestety, w dowód przywiązania przynosił mi podarunki w postaci ptaków. Czasami kilkanaście dziennie. Nie wytrzymałam i dałam mu lanie. Obraził się i poszedł do lasu. Zimą wrócił. Dorosły kot. Lubił być ważony. Waga kuchenna miała 15 kg, zawsze ważył więcej. Nigdy mi nie przebaczył lania. Moja mama była tą ukochaną w stadzie. Kłopotów z nim było multum. Wiosną znikał, pojawiał się tylko czasami aby postarać się o dzieci we wsi i napić mleka. Niestety miał piękne futro. Zobaczyłam go jak leżał na progu. Ktoś -mój sąsiad ale nie mogłam mu tego udowodnić ani oskarżyć ma tzw. żółte papiery-żywcem zdzierał z niego skórę. Nie uratowałam, wykrwawił się zanim dojechał weterynarz.
W latach 80tych stada żubrów przychodziły na skraj Michniowca i wyjadały siano ze stogów(naturalnie mroźną zimą).
Przypomniała mi się taka zabawna,choć ponoć prawdziwa historia:
W nocy napadało bardzo dużo śniegu.Rano gospodarz wyjrzał na podwórze,a tam jakieś ogromne pagóry.Zaniepokojony,zawołał żonę.Ta wyszła,podeszła do jednego z nich,kopnęła "pagór"z nonszalancją mówiąc:"też mi coś,zaspy i tyle".Wtedy "zaspa" się zatrzęsła i ukazały się potężne rogi żubra.Za nim powstało resztę stada a gospodarze o mało butów nie pogubili.
Prawda to,czy "kanał'?Nie wiem,ale wszystko na tym świecie jest możliwe.Pozdrawiam.
Rano robimy nic. Lubimy to robić (Z Bertranda, 2011)
właśnie, wziąłby człowiek amunicję
eksportową śliwowicję
drzwi opatrzyłby w inskrypcję:
"przedsięwzięto ekspedycję" (MamciaDwaChmiele,2012)
Z tym kotem przygodę miałem w czerwcu 2005. Po powrocie z łopienki do Cisnej opowiedziałem o tym Ryśkowi Szocińskiemu i to on kategorycznie stwierdził że to musiał być żbik. Ja sam nie jestem pewien do dzisiaj.
Pozdrawiam
DUCHPRZESZŁOŚCI
Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)