Ja wychowany między resztkami Puszczy Mielnickiej a Puszczą Białowieską żubry i łosie widziałem nie raz. Ale najciekawszym przeżyciem było spotkanie z kotem! Chaszczując od Łopiennika do cerkwi w Łopience doszłem do dolinki jakiegoś potoku i idąc dalej podchodzilem jedn z pagórków otaczającą dolinkę w pewnym momęcie zauważyłem kota (skubaniec wygrzewał się na słońcu) ciut większego niż większość dachowców.Tak przyglądałem się mu przez parę sekund, ale on mnie zauważył albo zwęszył. Nie mam pojęcia jaki zmysł u kotów jest lepszy. I dał nura do lasu. Napewno mnie nie usłyszał, bo by zwiał wcześniej. Kot jak kot, bury z trochę krutszym ogonem,niż mają zazwyczaj koty. Ale co on robił tak daleko od ludzi? Czyżbym widział ŻBIKA?


Odpowiedz z cytatem