Nie ,występuje w Bieszczadach. To ze słyszenia. W okolicy Dwernika leśniczy znalazł kociaka. Zaopiekował się nim. Po kilku miesiącach kociak zagryzł mu wszystkie kury. Za karę trafił do klatki na króliki. Tam zobaczył go któryś z naukowców placówki PAN w Ustrzykach Dol. Pobrano próbkę DNA i ustalono, że to zbik. Wrócił do lasu. Historia jest prawdziwa tylko szczegóły mogą byc podrasowione. Niestety, ostatnio koledzy non stop robią mi jakieś kawały ubarwiając historie.
Około dwadzieścia lat temu miałam kota z lasu w domu. Przez osiem lat. Podobna historia. Znalazłam w czasie bardzo srogiej zimy na pół martwego kociaka. Zaopiekowałam się nim. Po pewnym czasie oswoił się. Niestety, w dowód przywiązania przynosił mi podarunki w postaci ptaków. Czasami kilkanaście dziennie. Nie wytrzymałam i dałam mu lanie. Obraził się i poszedł do lasu. Zimą wrócił. Dorosły kot. Lubił być ważony. Waga kuchenna miała 15 kg, zawsze ważył więcej. Nigdy mi nie przebaczył lania. Moja mama była tą ukochaną w stadzie. Kłopotów z nim było multum. Wiosną znikał, pojawiał się tylko czasami aby postarać się o dzieci we wsi i napić mleka. Niestety miał piękne futro. Zobaczyłam go jak leżał na progu. Ktoś -mój sąsiad ale nie mogłam mu tego udowodnić ani oskarżyć ma tzw. żółte papiery-żywcem zdzierał z niego skórę. Nie uratowałam, wykrwawił się zanim dojechał weterynarz.



Odpowiedz z cytatem