No, priekrasno! u mnie to był (a'propos zwierzy w Krakowie) dylemat bodaj listopadowy... Mając w pamięci jeszcze bieszczadzkie tropienie wydry w warunkach naturalnych (i jej płochliwość, zwłaszcza) - totalnie zgłupiałam, widząc się z tym ryjem wąsatym w okolicach Rudawy, zanieczyszczonego dopływu Wisły. Niemal w centrum miasta!
...stałam wtedy długo na moście, zastanawiając się, czy aby tak na pewno-na pewno jestem trzeźwa

Ściski dla wsjech!
K.