Istotnie, "dzikie" niezwykle spotkania z omal udomowionym żubremmm. Jeśli idzie o napotkane przez chrisa - "Bieszczadnika" "dzikości" : wielki omszały kamień w masywie Hyrlatej, przypominający misia. Przypominający misia w postawie pionowej, ale tylko o zmroku, pień gnijącego buka na Łopienniku czy Horodku (już nie pamiętam). Syn leśnika z ... umykający rankiem do lasu (z wrzaskiem niemożebnym) i pościg za wspomnianym matki, ojca i rodzeństwa, w galowych strojach, po błotku, przed obrządkiem komunii . Zaskroniec łapany przez ch. dla córki, po doczytaniu - żmija zygzakowata w wersji black. "Zakapior", którego wzięła wyobraźnia ch. za dzika, chaszczujący za spadami, od którego ch. dostałby po pysku za zbyt nachalne / zaniżające cenę negocjacje, związane z ewentualnym nabyciem tychże spadów. Tajemne światła, wzięte przez ch. po nocy za świetliki, UFO (hmmm, moc słowackiego rumu),potem za SG (no ale oni ze światłem...), potem za zwykłych turystów, wracających na ostatnich nogach ze słowackiej strony (zmyliły mnie i nie tylko mnie latarki na głowach ;-). Ot i całe dzikie spotkania
. O kojocie bieszczadzkim wspomniałem w innym miejscu forum. No i meszki po nocach
. Pozdro.


Odpowiedz z cytatem