Według gazety (GW) w załatwienie pozwolenia zaangażowały się zastępy urzędników ministerstwa środowiska. W końcu w styczniu 2006 r. stos korzystnych dla senatora orzeczeń trafił do wiceministra Andrzeja Mizgajskiego, który zgodził się na odstrzał. Jak twierdzi Mizgajski, na wydanie decyzji miał upoważnienie ministra Szyszki.
Zgody na polowanie broni Wanda Olech-Piasecka, założycielka Stowarzyszenia Miłośników Żubrów. Według niej zabicie jednego starego osobnika, to wynik dżentelmeńskiej umowy i odstąpienia od żądania odszkodowania.
Nie zgadza się z tym główny specjalista ds. łowiectwa w Dyrekcji Generalnej Lasów Państwowych Jan Błaszczyk. Według niego eliminuje się tylko żubry stare, chore lub z innych względów nieprzydatne do dalszej hodowli. Ale wiek, jak było w tym przypadku, nie może być głównym kryterium odstrzału.
Bałszczyk podkreśla także, że w polowaniu na żubry nie ma nic przyjemnego. - Łatwo je podejść, wycelować. To nie jest polowanie, to eliminacja - powiedział "Rzeczpospolitej"
ps. dla vm2301 - zważ, że o senatorze napisałem w cudzysłowiu ;-), nadto: o taką zgodę nie może wystąpić, jak piszesz, "każdy". Pozdro.
ot, dzikie spotkania...


Odpowiedz z cytatem