HM, dlaczego...?

gdzieś we wrześniu chyba 1982 roku przyjechałem do Jabłonek ostatnim pekaesem, z zamiarem dotarcia do Wetliny i obgadania z wielce szanownymi Ostrowskimi zimowiska dla mojej drużyny. To było moje pierwsze wejście w świat Bieszczad. Wysiadłem, i oszołomiło mnie. W rozsłonecznionej pięknej pogodzie, stałem i patrzyłem po wspanialej kipiącej feerią kolorów bujnej leśnej, jesiennej wyszywanej ręką samego Boga, makatce ... i ten obraz mam do dziś pod oczami. Od tamtego czasu Bieszczady to moje najważniejsze góry, rzadko się wypuszczam gdzie indziej. Zakochałem się.

Dziś wiem, że to kieszonkowa wesja Karpat, kto był w Gorganach, Czornahorze, ten wie o czym mówię.

Ale tam takich ludzi jak w Biesach nie ma!

A dodam, do 1982 roku całe polskie górskie pogranicze, Sudety, Kotlinę Klodzką i dalej za wyjątkiem częsci Tatr, Karpaty od Cieszyna, Wisły, Czantorii po Niski i Lackową wtedy miałem już przechodzone z plecakiem i namiotem. A jednak tylko Bieszczady mnie wciągnęły...