mój pierwszy raz świadomy z własnego wyboru miał miejsce w 2004 roku
kiedy to po majowym tygodniowym rajdzie po beskidzie niskim udajemy sie wraz z koleżanką na kilka dni w bieszczady ...
pierwsze wejscie na bukowe berdo, śnieg .. w oddali przebiega sarna, dwa zdjęcia - ja i kolezanka przy złamanym słupku szlakowym i szum.... szum przewijającego się filmu w aparacie
i tyle mam zdjęć z pierwszego pobytu
wejscie na połoninę z wielkim cięzkim plecakiem w pozycji lekko pochylonej i słowa koleżanki "ale zajebisty widok" .... faktycznie widok był urzekający , naokoło wszystko było spowite mgła, łacznie z nami :D
i jeszcze jedno wspomnienie (tylko trasy nie pamietam) pozycja marszu jak wyzej, ogłuszający szum wiatru ze własnych myśli nie słychać, wpatrzona w ścieżkę pod stopami wokół wszystko nadal spowite mgłą, w pewnym momencie podnosze głową a tam przede mna na skałkach zjawa w rozwiewanej przez wiatr białej szacie [szok] .. były to dwie zakonnice jedyne osoby na szlaku które wówczas spotałyśmy
i jeszcze nocne zejście spod tarnicy do wołosatego, bez latarek bo miałyśmy jedna sprawna i stwierdziłyśmy ze szybciej bedzie jak bedziemy szły bez, niz jak jedna bedzie swiecic sobie a potem drugiej (jak sie poźniej okazało druga latarka była równiez sprawna) pamietam nasze wzajemne zapewnienia przy nocnych odgłosach z lasu, ze to na pewno sa wiewiórki
![]()



Odpowiedz z cytatem