też sporo podróżuje sama PKP, w zasadzie nie tylko PKP, ale grunt, że sama.. w tym roku w obie strony (Wro-Zagórz i Sanok-Wro) jechałam samiusieńka i było ok, ale może od początku..
z wro odjazd był ok. 22.00, więc jak już wtaszczyłam te moje 60 litrów do środka, usadowiłam się w pierwszym wagonie (dwa przedziały za konduktorami i SOKistami, cobyśmy się poznali "z widzenia";-) ), w przedziale z dwoma starszymi paniami.. wydawało sie ok, ale jak panie zaczęły między soba po ukraińsku i wymieniać ukradkowe spojrzenia, wypytywać dokąd jadę.. ale wytłumaczyłam sobie, że pewnie z pracy z zachodu wracają i prosto na Przemyśl mkną.. w każdym bądź razie dosiadło sie kilka osób jeszcze, większość - staruszkowie. ostatecznie - wszyscy zasnęli, a ja nie spałam, tylko pilnowałam ich, bo jak mozna tak sobie beztrosko zasnąć?;-) przesiadka w Rzeszowie i już (!) ok. 9.00 byłam z Zagórzu..
powrót równie przyjemny.. w Sanoku na dworcu poznałam Mikołaja, który też z gór wracał, piliśmy herbatkę i razem jechaliśmy do Stróży, tam zaczęło robić sie ciemno (ok.20.30).. do Krakowa jechałam w pustym przedziale,w Krakowie dosiadła się również samotna, ale bardziej wystraszona, młoda panienka.. ja wysiadłam w Częstochjowi 0.56, tam godzina na uroczym dworcu i 1.49 chyba na Wro, ale to juz na korytarzu kimałam, bo stwierdziłam, że na te 3 godzinki to sie nie opłaca pakowac do przedziału.. i ok. 5.00 byłam we Wro..
ale podróż powrotna jakoś tak na luzie - kasy i tak juz nie miałam (5 zł na bułkę), telefon rozładowany dawno i schowany głęboko, plecak nad głową, wysoko i ciężki..
przedziału nie zamykałam, tylko sie na boczku położyłam (wtedy, jak sama jechałam), głową przy drzwiach i tak drzemałam.. ale ciężko usnąć, bo w tym samym przedziale kolonia jakaś szalała.. może to mnie uspokoiło - że oni skutecznie złodziei odstraszą?
podsumowując - najważniejsze, to nie zasnąć snem głębokim i zachować ostożności tyle ile się da, ale nie więcej niż zdrowy rozsądek nakazuje![]()


Odpowiedz z cytatem