Bieszczady są szalone...raz czekasz w Hoczwi godzine lub wiecej, zanim coś bedzie jechalo w strone Cisnej, a innym razem wedrujesz o szóstej rano spożniony o 12 godzin na miejsce spotkania i same zatrzymuja się dwa samochody...nie mowiąc o tym ,że we wrześniu znajomi złapali w Wetlinie stopa do samiuteńkiej warszawki.
Jechalismy kiedys ze znajomymi zapchanym busem, a tu dwaj ludkowie machają...nas bylo ful...ale szkoda ich zostawiac, wrzesien ,pozna pora, zimno zaczyna sie robic...dawaj ich do bagaznika...za dwa kilometry straz graniczna na sygnale za nami z krzakow wyskakuje i z karabinami do samochodu... dokumenciki, ile was tu jest , kogo i co wieziecie...? Gdyby nie to ze bylo nas tak duzo w samym samochodzie i kazdy z innego rejonu Polski, i wszystko pozawalane plecakami, kurtkami..to ciekawe jak tlumaczylibysmy sie , ze jeszcze w bagazniku kogos przewozimy...