Myślę, że rozmowę o Jędrku Wasielewskim Połoninie należy rozpocząć od przeczytania książki "Bieszczadzkie przypadki Jędrka Wasielewskiego-Połoniny". Dla przewlekle chorych mamy na ogół wiele wspólczucia. Kiedy mój przyjaciel, znakomity poeta, Tadzio Śliwiak wpadł pod tramwaj i zginął, nikt nie miał pretensji o jego Alzheimera. Kiedy zginął mój przyjaciel Jędrek Połonina, ktoś powiedział: - jednego pijaka mniej. Jego alkoholizm był równie straszny i nieuleczlny jak choroba Śliwiaka. Ani ja, ani wielu innych nie potrafiliśmy my mu pomóc, bo pojawiliśmy się w jego życiu o kilka lat za późno. Być może ten tragizm był wpisany w jego los, poprzez to miejsce i ten czas, w którym przyszło mu żyć.
Mierżą mnie te wszytkie pochopne sądy o człowieku, którego tak naprawdę widziało się może kilka razy w życiu. Maria Magdalena nie byłaby świętą, gdyby wcześniej nie była ladacznicą. Niech każdy z tych, co rzucają w Jędrka kamieniem obelgi, zostawi po sobie tyle dobrego co on, to ten Bieszczad będzie przedsionkiem raju. Andrzej Potocki