Pod koniec lat 80. miałem przyjemność poznać Jędrka w Ustrzykach Górnych, choć - wstyd przyznać - nie miałem wówczas pojęcia, z kim mam okoliczność.
Któregoś wrześniowego popołudnia zasiedliśmy z grupą znajomych przy piwie w Pulpicie, żeby spokojnie pogadać i pogapić się na kolory, jednak niespodziewanie znaleźliśmy się w centrum happeningu pod nazwą "Pożegnanie Jędrka Połoniny". Na drogę asfaltową wysypała się z Kremenarosa grupa ludzi, która właśnie celebrowała wspomniane wyżej wydarzenie. O ile udało nam się zorientować, w pożegnaniu chodziło o coś w rodzaju zakończenia letniej bytności Jędrka w Bieszczadach i odprowadzenie go na niziny. Nie pamiętam, czy była to jakaś doroczna tradycja, czy po prostu jednorazowe zdarzenie.
A odbyło się to tak, że Jędrek zażyczył sobie zatańczyć walca, a człowiek z gitarą o ksywce - zdaje się - Beton zagrał pieśń, w której pojawiły się słowa: "To jest walc dla tych, którzy nic nie mają". A Jędrek tańczył na środku drogi z ładną dziewczyną, chyba barmanką z Kremenarosa. Potem wychylił szklankę wina, którą następnie roztrzaskał o asfalt. A chwilę później okazało się, że na drodze wirują już wszyscy goście z Pulpitu i Kremenarosa, razem ze 20 osób. Po paru tańcach Jędrek pożegnał się ze wszystkimi i odszedł w kierunku centrum UG, co chwilę odwracając się i machając nam na pożegnanie.


Odpowiedz z cytatem