Moja znajomość z Jędrkiem była na styku miejscowy z miejscowym. Czy był zakapiorem? Raczej nie, ale z zakapiorami denaturat pociągał. Narobił wiele złego wśród swoich przyjaciół. Moja bliska znajoma zaprosiła Jędrka do Warszawy i żałuje tego kroku do dzisiaj. Takiego narobił jej obciachu wśród jej znajomych. Był kolorową wydmuszką dla turystów i egzotyką do pokazywania zwiedzającym. Takim eksponatem. Widziałem jego piękne zdięcie na koniu w pewnym albumie, ale tam nie dopisano, że tego srokacza doprowadził do śmierci głodowej. Moim zdaniem, nie ma kogo bronić i tym bardziej potępiać. Był tylko chorym człowiekiem. Fajnie się go oglądało w przelocie z rekomendacji Potockiego. Akurat Potocki nie jest wyznacznikiem niczyjej moralności. O nim też można wiele poopowiadać. Jak będziecie kiedyś w Kalnicy, popytajcie miescowych.
A z tamtych czasów pamiętam człowieka wielkiego formatu. Był ratownikiem górskim i zginął zamordowany na szlaku przez jakiś bandytów. Nie pomnę nazwiska, a na imię miał Wojtek. Był też Tadek "Lotniarz". Autentyczny konstruktor lotni, na których fruwał ze Smereka. Ktoś o nich pamięta? Nie, bo oni nie byli na tyle zapijaczeni zeby stać sie kolorowymi. taka ironia losu.