A to moje pożegnanie z komaniecką świątynią...

13 września 2006 roku

Drewniana z przekreślonymi krzyżami w pokłonie
Stała wśród starych lip
Bieszczadzkie anioły często przysiadały w jej gościnnym wnętrzu
Na ikonach i chorągwiach
Ludzie w wielogłosie chwalili psalmami Pana
Ptaki mieszkały pod okapami
Deszcz moczył
Wiatr suszył
Ci po drugiej stronie spokojnie spali w jej cieniu

Aż nadszedł kres
W ognistym płaszczu
Z nagłym podmuchem czerwonych słońc
Wtargnął przez zamknięte drzwi
Popielił płaczące świątki chorągwie ikony
Duszącym dymem uciszył echo psalmów
Obudził ludzką żałość i strach
A anioły ze spalonymi skrzydłami
Bezsilnie płaczą w ocalałej dzwonnicy

WojtekR