bertrand236
Więcej szczegółów
Dziennik Polski
"Umorzone śledztwo po pożarze cerkwi w Komańczy .
Ze względu na niewykrycie sprawcy Prokuratura Rejonowa w Sanoku umorzyła śledztwo prowadzone w związku z pożarem cerkwi prawosławnej pod wezwaniem Opieki Matki Bożej w Komańczy. Przypomnijmy, że 13 września 2006 r. piękna drewniana świątynia spłonęła doszczętnie.
W śledztwie stwierdzono, że w dniu pożaru cerkiew zwiedzali turyści z przewodnikiem. Obecny był ksiądz proboszcz Marek Gocko. Wycieczkowicze zapalili świece intencyjne. Po wyjściu turystów duchowny zgasił świece, wyszedł ostatni z cerkwi, zamykając drzwi do świątyni. Po około dwóch godzinach od opuszczenia cerkwi przez turystów jeden z mieszkańców Komańczy zauważył wydobywający się dym z budynku sakralnego. Mimo akcji ratowniczej strażaków nie udało się uratować cerkwi, która spłonęła doszczętnie wraz z wyposażeniem.
Specjalistycznym badaniom fizykochemicznym i elektrotechnicznym poddano przewody instalacji elektrycznej, próbki gleby oraz część chodnika znajdującego się wewnątrz świątyni. Biegli sądowi z zakresu pożarnictwa Sądu Okręgowego w Krośnie i Rzeszowie - brygadier mgr inż. Bogdan Kuliga i brygadier mgr inż. Jerzy Turek - wskazali jednoznacznie, iż pożar wybuchł wewnątrz pomieszczenia z ikonostasem, skąd szybko rozprzestrzenił się na całą kubaturę cerkwi. Wpływ na takie rozprzestrzenienie się pożaru miał przepływ powietrza od podłogi poprzez otwory wentylacyjne, a następnie nieszczelności pomiędzy deskami do wnętrza. Biegli jednoznacznie stwierdzili, iż ognisko pożaru znajdowało się w miejscu całkowitego przepalenia dwóch legarów, które znajdowało się w okolicy miejsca usytuowania przed pożarem świecznika. Stwierdzili ponadto kolisty ślad wypalenia gruntu o wymiarach 120 x 140 cm, w którym na środku odnalezione zostały stopione fragmenty świecznika najprawdopodobniej wykonanego z mosiądzu. Z tego miejsca nastąpiło rozprzestrzenienie się ognia.
Biegli wykluczyli powstanie pożaru w wyniku zwarcia instalacji elektrycznej, zaprószenia ognia od niedogaszonego papierosa, celowe podpalenie, samozapalenie się materiałów, eksploatowanie urządzeń grzewczych.
Za przyczynę powstania pożaru biegli orzekli nieostrożność osób dorosłych w posługiwaniu się ogniem podczas zapalania świec, bo nie można wykluczyć, że jedna z osób posłużyła się zapałkami, mimo iż stwierdzono przesłuchując świadków, że świece były zapalane przy użyciu zapalniczki. Biegli podkreślili, że możliwe jest oderwanie się siarki ze złamanej zapałki. Iskra mogła wpaść w szczelinę pomiędzy deskami podłogi i spowodować zatlenie nagromadzonych tam pajęczyn, liści czy traw naniesionych np. przez gryzonie. Nie można tego wykluczyć, o czym świadczą wypalone legary. Biegli nie wykluczyli również możliwości strącenia palącej się świeczki przez uczestników wycieczki i upadku na podłogę lub dywan, np. pod stolik nakryty obrusem. Natomiast mało prawdopodobne wydaje się, by przyczyną pożaru było pozostawienie palących się świec na świeczniku ze względu na jego usytuowanie i odległość. Mało prawdopodobne wydaje się też, że ogień mógł wybuchnąć w wyniku zdmuchiwania świeczek przez gaszącego proboszcza.
Ze względu na to, że nie udało się w dochodzeniu ustalić osoby lub osób, które nieostrożnie posługiwały się ogniem wewnątrz cerkwi, prokuratura umorzyła śledztwo. "
"dosyć często rozważam co jest warte me życie?...tam na dole zostało wszystko to co cię męczy ,patrząc z góry w około - świat wydaje się lepszy.."
Pozdrawiam Janusz
Jestem wściekła od wczoraj. Szczyt głupoty aby przez kilku pijanych skretyniałych turystów spaliła się cerkiew. Jeszcze kilka pozostało. Duże pole do popisu. Apel do przewodników i pilotów. Pamiętajcie o zasadach. Jasno było powiedziane na szkoleniach, że obsługa grupy nie pozwala na palenie świec w drewnianych świątyniach i jest zakaz wprowadzania pijanych do swiątyń.
Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)