W polowie lat 80tych wybralem sie po raz drugi w Bieszczady. Poniewaz byl pozny wrzesien i zapowiadano deszcze, wzialem dwie pary butow - trampki i kalosze. Po pierwszym dniu trampki byly przemoczone, i w schronisku w Komanczy przez noc nie wyschly. Nastepnego dnia szlismy do Cisnej, wiec zalozylem kalosze. Wieczorem nogi mialem cale w potwornych bablach. Dodatkowo, przez zlosliwosc losu, zgubilismy sie, i wracajac na szlak na przejsciu pojawil sie rwacy i dosc gleboki potok. Przenioslem moja owczesna sympatie na rekach przez potok, niestety, woda wlala sie do kaloszy.
W sumie totalna rozpacz, choc nie do konca. Owczesna sympatia to dzisiejsza malzonka, ponoc to przenoszenie przez potok przelamalo jej ostatnie watpliwosci...:)


Odpowiedz z cytatem