Hej:)
To właśnie jest najmilsza postać błocka - kiedyś się zapadłem w takie coś. A miałem na nogach buty pospolicie zwane 'Zuchy' (czytać 'Cuchy'):D Tak się szarpałem rozpaczliwie, aby uwolnić nogi z błocka, że w końcu się udało. Ale jeden but został bez podeszwy :D 'Zuchy' były z tektury udającej skórę czy jakoś tak i łatwo rozpadały się pod wpływem wody :D Rozebrałem się wtedy i rozpocząłem akcję ratunkowo-poszukiwawczą. Podeszwę znalazłem. Była potrzebna, aby przyplątać ją jakimś sznurkiem do reszty glana. Dzięki temu udało mi się przejść kolejne kilka km. Kolega śmaił się ze mnie do rozpuku, a ja tłumaczyłem sobie, że przynajmniej jedna noga będzie solidnie wywietrzona.
Nazwaliśmy wtedy tę kałużę błota 'Magicznym oczkiem błotnym' - wkładasz nogę obutą, wyjmujesz gołą....



Odpowiedz z cytatem