A propos zapadania się w błotko...
Kilka lat temu prowadziłam grupe przyjemny szlakiem między Iwoniczem Zdrojem a Rymanową Zdrój. Taki sympatyczny spacerek, sześć dziewczyn idzie przede mną gęsiego i sobie radośnie gadają. Piąta z kolei zaczyna przechwalanki, jakie to ona ma świetne, nowe nieprzemakalne buty. I gdy po raz kolejny podkreśla tą ich nieprzemakalność - bach - wpada po uda w kałuże dobrze rozmiękniętej gliny. Takiej żółtawej, gładko przylegającej do nóżki. Przypomnę, że pięć jej koleżanek przeszło suchą nogą po tej samej ścieżce, bezlitosnego śmiechu przez to było co nie miara. Z 15 minut nie mogłyśmy jej wyciągnoć śmiejąc się aż po ból mięśni brzucha i policzków. Jak znajdę i zeskanuję zdjęcie, to dołączę. Naprawdę bardzo radosne doświadczenie dla oglądających


Tyle, że nie była to zima...