szkoda misiów, szkoda turystów, ogólnie.... człowiek sam sobie zgotował ten los. Latami łażono, misie nauczyły się żreć czekolade i kanapki, to sie potem nie ma co dziwić że na widok człowieka nie uciekają. W Bieszczadach wielokrotnie czułem niedźwiedzia, wielokrotnie też, niedźwiedź wyczuł mnie pierwszy i usunął się z drogi nim się zorientowałem że jest w pobliżu. Lasy dzikie, zwierzęta też. Dla kontrastu: Tatry, w dolinach pełen przegląd społeczeństwa, ot miś trafił na takich nie innych i padł ofiarą ich głupoty. Naiwnym jest mieć nadzieje że sytuacja się nie powtórzy. Ciekaw jestem tylko kto będzie następną ofiarą? Znowu miś, a może człowiek? Ciekawe co zrobi dyrekcja parku aby tego uniknąć? Sprawa mnie wcale nie zdziwiła. Od dawna głośno było o tatrzańskich misiach, że lubią jeść kanapki. W sytuacji kiedy człowiek spotyka groźnego drapieżcę, łatwo o panikę, pomyłkę. Człowiek widzi zwierzę jako atrakcję, zwierzę człowieka jako nieobliczalne źródło pożywienia (plecak). Łatwo w takich relacjach o pomyłkę, o to aby z paniki przejść do agrsji, od ucieczki do ataku.

Cokolwiek by nie sądzić o tej sytuacji, od przestraszenia zwierzęcia, do zadania mu śmierci (nie używając broni palnej itp) mija nieco czasu, wedle mnie miś padł ofiarą nie w obronie koniecznej człowieka, tylko żądzy krwi. Pacany do końca życia będą się chwalić że własnoręcznie powalili niedźwiedzia (pominą jego wiek, wagę itp).