Ech wiecie - dobre, wręcz doskonałe są te wszystkie wskazówki, jak się niedźwiedzia nos w nos nie spotka.

Też byłam taka mądra, ale w tym roku na początku maja spotkałam oko w oko nie całkiem dorosłego misia.
Nie było to w Bieszczadach, ale na Słowacji w Górach Choczańskich, na uczęszczanym szlaku turystycznym ze Średniej Polany pod Choczem do wsi Valaska Dubova (było to pod wieczór).

Byłyśmy we dwójkę z koleżanką i uciekały jak tylko się dało najszybciej, a ta cholera polazła za nami, krzywdy nam jednak nie zrobił.

Odniosłam wrażenie, że zwierzak był nami zaciekawiony, a może przyciągała go zawartość naszych plecaków (miałam pod klapą napoczęta czekoladę).

W każdym razie stwierdzam, że w takich momentach człowiek totalnie głupieje.

Misio poszedł sobie, jak wrzasnęłam na niego głośnie "spier.... "

Pozdrowienia

Basia