Jak juz kiedyś wspominałem mój rodzony brat z jego kompanią miał przygodę z ukraińskim pogranicznikami, gdy jeszcze nie było szlaku do Studnika, a im się nieco granice myliły na mapie.
I właśnie żałowali że formalności zawęziły się do kilkugodzinnej imprezy, że wcale nie odstawiali ich przez Lwów, jedynie formalna rozmowa z prokuratorem zakończona umorzeniem sprawy. Odstawiani byli tu na miejscu przy słupku granicznym w terenie. Nic szokującego, zabawne wspomnienia.
Co więcej - wyłapani zostali przez tamtych dopiero gdy wleźli wprost na bazę pograniczników w Siankach. Chyba kompletnie zapomnieli, że są już po drugiej stronie, młodzi wtedy byli - licealiści. Więc trzeba się naprawdę starać żeby mieć taka przygodę.


Odpowiedz z cytatem