Od kilku lat na kolorki czyham w okolicach 20.X...i nie zawodzę się!

W zeszłym roku nie zawiodła pogoda choć po drodze kociubiło się i mrzyło.
Tym wpisem załatwiam kolorki i zgłoszenie wyjazdu (przedostatni weckend pażdziernika).
W tym terminie zbieram też swoje ostatnie bieszczadzkie grzybki, które gotuję już w domu. Zapach jaki unosi się wtedy w całej kuchni jest nieporównywalnie intensywniejszy niż w przypadku gotowania grzybów z mojego lasu. Można rzec, że capi Bieszczadami na kilometr, jakby były to jakieś psie bety. Smak jaki mają pozniej rydze jest niezrównany.