Ponieważ odnośnie kolorków pojawiły się pytania typu dlaczego? to wstawiam taką małą dygresję. Delektujemy się kolorkami, tymczasem to powolne starzenie i umieranie liści. Jednak wszystko ma swój cel i sens. Drzewa zrzucają liście bo w zimie są one całkiem zbędne. Nawet gdyby nie zmarzły to i tak stanowiłyby tylko niepotrzebny wydatek wodny poprzez dużą powierzchnię parowania. Drzewa pozbywają się liści w sposób aktywny, na drodze zaprogramowanej śmierci. Poprzez odbierane sygnały ze środowiska: temperaturę, światło, wodę uruchamiane są procesy prowadzące do stopniowej destrukcji liści. Złożone związki chem. są rozkładane i wycofywane do innych tkanek, roślina zabiera co się da z liści. A kolorki pojawiają się na skutek rozkładu zielonego barwnika –chlorofilu, wtedy ujawniają się inne barwniki do tej chwili ukryte: karotenoidy, antocyjany, ksantofile (pomarańczowe, żółte, czerwone). Liść oddaje co cenne, a sam ulega dezintegracji, jednocześnie powstaje bariera z komórek pomiędzy nim a resztą drzewa. Roślina zaczyna się izolować od umierających liści. Kiedy nadchodzi koniec, komórki warstwy granicznej zaczynają się rozdzielać – wtedy wystarczy byle podmuch a liście odpadają, służą do końca rodzicielce, rozkładając się jako ściółka.
Każdy gatunek drzewa przebarwia na swój sposób liście, jak Broniewski pisał „klon ma złote liście” „jesion ma brązowe”„dęby się czerwienią, pół na pół z zielenią” „olcha żółto – siwa”.


Odpowiedz z cytatem