Strona 4 z 7 PierwszyPierwszy 1 2 3 4 5 6 7 OstatniOstatni
Pokaż wyniki od 31 do 40 z 62

Wątek: Marcowego zemsta po latach

Mieszany widok

  1. #1
    Powsimorda h.c.
    Awatar Marcowy
    Na forum od
    09.1998
    Rodem z
    Zacisze
    Postów
    2,678

    Domyślnie Odp: Marcowego zemsta po latach

    Wybaczcie, ale jak się wróci do kieratu po dwóch tygodniach, to nie zawsze jest czas na pisanie. Wszak bagno wciąga Ale do rzeczy.

    Wtorek, 10 października

    Według pierwotnych założeń miałem po południu przenosić się do Cisnej, ale rano stwierdzam, że nie chce mi się znów tracić połowy dnia na przejazd i szukanie kolejnego lokum. Zaglądam do baru-recepcji i pytam, czy mógłbym zostać w schronisku jeszcze dwa dni. Akurat są wolne miejsca, więc z ulgą dopłacam należność i zaczynam się przygotowywać do kolejnej wyprawy.
    Ze schroniska wychodzę ok. 10. Przy sklepie ABC - jak na zamówienie – stoi busik do UG. Ale kierowca nie jest tak uległy, jak ten wczorajszy, i każe czekać na quorum. Stoję z pół godziny, ale żaden inny pasażer się nie pojawia. No to Jawornik! Ruszam do żółtego szlaku, po drodze machając bez przekonania na z rzadka przejeżdżające osobówki. Tuż przed zejściem z drogi zdarza się cud. Zatrzymuje się mały opel na śląskich numerach. Dwóch panów w średnim wieku z chęcią zgadza się zabrać mnie do Berehów. No to Caryńska! Panowie przyjechali na parę dni połazić. Po drodze mijamy ze 4 inne busy na poboczach. Są puste, a kierowcy w oczekiwaniu na klientów wygrzewają się na słońcu. Widomy znak, że jest już mocno po sezonie. Wysiadam w Berehach życząc podwożącym miłego pobytu i ruszam kupić bilet. W kasie BdPN siedzi ta sama sympatyczna dziewczyna, która wczoraj usypiała dziecię i z którą wspólnie popalaliśmy przy krzyżowce.
    Rozpoczynam mozolną wspinaczkę przez Las Snozy. I żałuję, że nie umarłem wczoraj. Znów ta zadyszka, znów dudnienie w klatce piersiowej, znów te namolne pytania. Dochodzi do tego atrakcja w postaci parowania okularów – gdy tylko zatrzymuję się dla złapania oddechu, szkła natychmiast zachodzą mi mgłą. I to bynajmniej nie ze wzruszenia. Mam do wyboru dłuższy postój celem wyczyszczenia bryli albo dalszy marsz, bo po kolejnych kilku krokach para znika, jednak przez tę chwilę idę prawie po omacku. Ale przynajmniej nikogo nie potrącę, bo na szlaku pusto. Pierwszego człowieka spotykam powyżej linii lasu, a za chwilę pojawiają się następni.
    Wreszcie zdobywam Kruhły i rozsiadam się na skałkach. Obok rezyduje młody człowiek, który wyminął mnie na podejściu. Ma profesjonalny sprzęt fotograficzny, dzięki czemu mam kolejną ofiarę! Chętnie zgadza się zrobić mi fotkę, a ja rewanżuję się mu tym samym. Leszek jest też z Warszawy, przyjechał w nocy samochodem, który zostawił na Przełęczy Wyżniańskiej. Zastanawia się, czy schodzić do UG, czy też od razu wracać zielonym szlakiem do auta. Idziemy do rozstajów, na których mój towarzysz decyduje się wędrować dalej ze mną. Gadamy z rzadka, ale sympatycznie. Okazuje się, że Leszek pracuje w dość bliskiej mi branży. Gdy rzuca nazwę firmy, parskam śmiechem - znam dobrze jednego z jego szefów. How modern...
    Przy samym zejściu z Caryńskiej spotykamy odpoczywające czoło szkolnej wycieczki. Młody przewodnik tłumaczy 10-12-letnim dzieciakom, że nie mogą tak długo odpoczywać, bo czeka ich dziś jeszcze przejście Wetlińskiej. Zmordowani wycieczkowicze odpowiadają mu uprzejmym: „Ni ch...a!”, ewentualnie „K...a, zapomnij!” Nieco niżej spotykamy kolejną nieletnią grupę, którą prowadzi uśmiechnięty mężczyzna w okularach. Mówimy sobie „Cześć!”, a po chwili zza pleców dolatuje nas pytanie wydyszane przez jedną z dziewczynek: „Proszę księdza, daleko jeszcze do tej Chatki Puchatka?” Z Leszkiem patrzymy na siebie zdziwieni. Czyżby kolejna grupa wyczynowców? A może dobrodziej pomylił połoniny? Nadchodzi zamykająca stawkę pani profesor. Pytam ją, czy faktycznie idą do Chatki Puchatka. Pani w sumie nie wie, ale „na górze jest przewodnik, który wie”. Oddychamy z ulgą – państwo są ogonem tej pierwszej grupy, a trasa jest jednak pod kontrolą. Tak czy inaczej dzieciaki czeka niezła przeprawa. A może tylko takim oderwanym od biurka starym pierdzielom wydaje się, że dwie połoniny w jeden dzień to jakiś hardcore? Ale stają mi przed oczyma twarze kilku znajomych, którzy po takich traumach z dzieciństwa znienawidzili góry na zawsze... Ech...
    Przez całą drogę Leszek nie odrywa oka od aparatu. Zdradza mi, że właśnie założył własną firmę i będzie wydawał kalendarze z pejzażami. Pokazuje mi w aparacie kilka fotek, które śmiało mogłyby ozdobić niejedno takie wydawnictwo. Ja po drodze robię ostatnią fotkę i kończy mi się film. Pstryknąłem 24 sztuki i chwatit. W Ustrzykach oczywiście idziemy do Lacha na piwo. Po rozmowie z gospodarzem Leszek decyduje się zostać u niego na nocleg, musi jednak zabrać samochód z Przysłupia, a potem podjechać do UD, gdzie – podobno – można zgrać zdjęcia z karty na płytę. Pośpiesznie dojadamy kanapki i ruszamy w stronę placyku w centrum. Busów nie widać, więc idziemy pieszo w stronę Wetliny. Kierowcy zwyczajowo olewają machanie, jednak – o dziwo! – za czas jakiś zatrzymuje się samochód ze starszym małżeństwem i nas zabiera. Na Przysłupie żegnam się z Leszkiem i jadę dalej. Państwo odwiedzali krewnych w Krośnie i postanowili na kilka dni wybrać się do Wetliny. Byli już rano w Wetlinie i nie mogli znaleźć kwatery. Wymieniają nazwy pechowych pensjonatów, a z pozostałych przychodzi mi do głowy jedynie „Alkowa” i PTTK. Wysadzają mnie przy samej dróżce do schroniska, do którego później już nie docierają, więc widocznie znaleźli coś innego.
    Jutro ostatni dzień w Biesach, a pozostała mi z dawien dawna nie widziana Rabia Skała. Zasiadam z piwem na barowym tarasie i gapię się na zachód słońca. Słychać tylko plusk Wetlinki przerywany sporadycznie brzękiem garów z kuchni. W schronisku puściutko, na parkingu stoją ze dwa samochody. Czuję spore zmęczenie, więc dopijam piwo i idę do pokoju. Zasypiam ok. 19 kołysany błogimi wspomnieniami.
    Ok. 20 zaczyna trząść się ziemia. Budynek drży rozkołysany setkami stóp i głosów. Nie ma wątpliwości – przyjechała tzw. grupa. Z wywrzaskiwanego co chwilę na korytarzu zwrotu „pani profesor!” wnioskuję, że mam okoliczność z młodzieżą licealną. O ile pamiętam, w tym wieku ceniło się już „ciche zajęcia w podgrupach”, więc może niedługo będzie spokój? Póki co, oprócz tupotu i nawoływań słyszę przedziwną kakofonię dźwięków – z każdego pokoju przez otwarte na oścież drzwi dobiega różna muzyka tworząc koszmarny misz-masz. Ale do 22 to wolny kraj. A potem... Może wreszcie mój myśliwski nóż się na coś przyda?
    I tak nie zasnę, więc gramolę się ze śpiwora i – tu może niektórych zaskoczę – idę na piwo. Ale bar jest juz zamknięty. Ech... Wracam do pokoju, a na korytarzu nadal trwa fiesta. Na szczęście przypominam sobie o ledwo napoczętej piersiówce. Ta-dam! Siadam na łóżku, popijam mineralną, zagryzam „princessą” i czekam na magiczną 22.
    W tym miejscu chciałbym złożyć najwyższe wyrazy uznania na ręce pani profesor, która w dn. 10-11.10.2006 opiekowała się grupą w schronisku PTTK w Wetlinie. Nie wiem, jak osoba owa wyglądała, bo słyszałem tylko jej energiczny głos, ale należałoby pomyśleć o nazwaniu jej imieniem jakiejś ulicy albo szczytu. Otóż o magicznej godzinie 22 niewytłumaczalnym sposobem w dwie minuty pani pacyfikuje całe towarzystwo. I już. Z niedowierzaniem to wpatruję się w zegarek, to wsłuchuję w absolutną ciszę za drzwiami. Doznanie na poły mistyczne.
    Ale „enjoy the silence”, więc zasypiam.

  2. #2
    Bieszczadnik
    Forumowicz Roku 2008
    Awatar Derty
    Na forum od
    09.2002
    Rodem z
    z lasu
    Postów
    1,853

    Domyślnie Odp: Marcowego zemsta po latach

    Hej:D
    No Marcowy, czyta się Ciebie z zapartym tchem :) Może dlatego, że co i rusz widzę siebie w podobnych sytuacjach, kiedyś tam, kiedyś? Wspaniała wyprawa i wspaniała opowieść, bo wywołuje masę wspomnień:) Ta grupa z księdzem - sam widziałem takich ludzi ze trzy razy:D Zaczynali od UG Carynę, spadali do Berehów i na smaczek robili Wetlińską nieświadomi tego, że można inaczej (czyt. krócej):D Dwa razy to byli 'szkolniki', a raz tzw firmowy obóz integracyjny. Co do mocy własnych - na lekko w ostatnie lato przeszliśmy z Czartem traskę Wyżnia-Chatka-Berehy-Caryńska-UG, co zważywszy na moje lata możnaby wobec tego zaliczyć do wyczynów hardcorowych <lol> Jednakże jakoś umęczony się nie czułem po wszystkim pomimo tego, że trwał okres wielkich upałów. Na górze było zacnie, jakieś 21-23 stopnie, obaliłem około 4,5 litra mineralnej, było pusto, było ślicznie...
    Mam znajomą, która wręcz biega po górach. Kiedyś z córką i grupą koleżanek z pracy przemierzała Bieszczady bazując właśnie w UG, jak i ja. Któregoś dnia spotkałem ją na Wyżniańskiej tak około 10 rano. Zameldowała, że właśnie zeszły z Rawek i idą na Caryńską. Przy wieczornym winku w UG usłyszałem, że '...Chatka Puchatka ma takie ładne okna od frontu...'. O mały włos nie połknąłem kieliszka z wrażenia :P
    A profesorka w PTTK-u to chyba moja dawna wychowawczyni z liceum Potrafiła bandę rozigranych po klilku głębszych młodzieniaszków ustawić w kilka sekund :D A spróbowałby który kosz na głowę jej nasadzać;> No, może trzeba by takim nauczycielom stawiać pomniki?
    Co zaś do kieratu... gdy jeszcze w bagnie postawiony, to już jak przedsionek piekła :P Zawracaj do gór Marcowy...:)
    Rano robimy nic. Lubimy to robić (Z Bertranda, 2011)

    właśnie, wziąłby człowiek amunicję
    eksportową śliwowicję
    drzwi opatrzyłby w inskrypcję:
    "przedsięwzięto ekspedycję" (MamciaDwaChmiele,2012)

  3. #3
    Bieszczadnik Awatar Doczu
    Na forum od
    09.2002
    Rodem z
    Sosnowiec
    Postów
    1,058

    Domyślnie Odp: Marcowego zemsta po latach

    Cytat Zamieszczone przez Derty Zobacz posta
    obaliłem około 4,5 litra mineralnej
    Tfu ! Jak zwierzę* ;-)



    * - tylko zwierzeta piją wodę ;-)
    http://www.doczu.pl

  4. #4
    Bieszczadnik
    Forumowicz Roku 2008
    Awatar Derty
    Na forum od
    09.2002
    Rodem z
    z lasu
    Postów
    1,853

    Domyślnie Odp: Marcowego zemsta po latach

    Cytat Zamieszczone przez Doczu Zobacz posta
    Tfu ! Jak zwierzę* ;-)



    * - tylko zwierzeta piją wodę ;-)
    Trudno - jestem jak zwierzę. Tobie Doczu, gdy Cię kiedy spotkam w upał na podejściu podam do popicia pół litra Wyborowej:D To Cię jeszcze bardziej uczłowieczy:P
    Rano robimy nic. Lubimy to robić (Z Bertranda, 2011)

    właśnie, wziąłby człowiek amunicję
    eksportową śliwowicję
    drzwi opatrzyłby w inskrypcję:
    "przedsięwzięto ekspedycję" (MamciaDwaChmiele,2012)

  5. #5
    Bieszczadnik Awatar Doczu
    Na forum od
    09.2002
    Rodem z
    Sosnowiec
    Postów
    1,058

    Domyślnie Odp: Marcowego zemsta po latach

    Cytat Zamieszczone przez Derty Zobacz posta
    Tobie Doczu, gdy Cię kiedy spotkam w upał na podejściu podam do popicia pół litra Wyborowej:D
    Do popicia wody ? Czemu nie


    P.S.
    Mam nadzieję, że nie poczułeś się urażony moim żartem ?
    http://www.doczu.pl

  6. #6
    Bieszczadnik
    Na forum od
    10.2006
    Rodem z
    okolice Debicy
    Postów
    21

    Domyślnie Odp: Marcowego zemsta po latach

    [quote=Derty;34325]
    No Marcowy, czyta się Ciebie z zapartym tchem :)quote]

    Zgadzam sie ..
    CHcemy jeszcze !!! i to jak najpredzej ..

  7. #7
    Bieszczadnik Awatar Barnaba
    Na forum od
    01.2005
    Rodem z
    Festung Posen
    Postów
    1,641

    Domyślnie Odp: Marcowego zemsta po latach

    Dzoczu! Koniecznie musimy się razem gdzieś wybrać. Twoje poglądy są zupełnie jak moje. Ale dalej czytamy że Derty karniaki gonił chyba...
    https://bieszczady.guide- Że przewodnik napisałem i że ludzi uszczęśliwiam. A co!

  8. #8
    Ekspert Roku 2008 Awatar Jabol
    Na forum od
    12.2004
    Rodem z
    Stamtąd
    Postów
    1,096

    Domyślnie Odp: Marcowego zemsta po latach

    No to mamy już ochotników do wykonania drinka "świnki trzy" :))) znacie to? składniki: trzech wędrowców i skrzynka horyłki ))
    ...jeno być niewidzialny jak Ten co mnie stworzył

  9. #9
    Bieszczadnik Awatar Doczu
    Na forum od
    09.2002
    Rodem z
    Sosnowiec
    Postów
    1,058

    Domyślnie Odp: Marcowego zemsta po latach

    Aby rozwiać watpliwości dotyczace mojego zartu zapraszam tutaj
    http://forum.bieszczady.info.pl/show...&postcount=152
    A swoją drogą kazdy by chcial zeby mu tak kobieta powiedziała. Ale to trzeba by się cofnąc jakieś 10 lat i z 10 kg wstecz
    P.S.
    Jabol miło Cię znowu widziec na forum.
    http://www.doczu.pl

  10. #10
    Kronikarz Roku 2010
    Awatar bertrand236
    Na forum od
    07.2004
    Rodem z
    Poznań
    Postów
    4,224

    Domyślnie Odp: Marcowego zemsta po latach

    Cytat Zamieszczone przez Doczu Zobacz posta
    Ale to trzeba by się cofnąc jakieś 10 lat i z 10 kg wstecz
    P.S.
    Jabol miło Cię znowu widziec na forum.
    Nie wierzę, że od naszego spotkania niestety w Poznaniu aż tak utyłeś.


    Jest na forum i to w jakim stylu. moja zagadka, odpowiedź na pytanie o zdjęcie..... Żeby go czymś zaskoczyć trzeba chyba pytać o Wielkopolski Park Narodowy
    pozdrawiam
    bertrand236

Informacje o wątku

Użytkownicy przeglądający ten wątek

Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)

Podobne wątki

  1. Do Admina i Marcowego, ws. Powsimord
    Przez Stały Bywalec w dziale Techniczne
    Odpowiedzi: 3
    Ostatni post / autor: 07-02-2009, 21:30
  2. Akcja "Wisła" po latach
    Przez Krzysztof Franczak w dziale Dyskusje o Bieszczadach
    Odpowiedzi: 21
    Ostatni post / autor: 08-03-2008, 16:02
  3. Krótko ... po wielu latach
    Przez sajmon w dziale Relacje z Waszych wypraw w Bieszczady
    Odpowiedzi: 10
    Ostatni post / autor: 05-06-2006, 15:05
  4. W Biesach po 18 latach przerwy...
    Przez krzysiek w dziale Bieszczady praktycznie
    Odpowiedzi: 12
    Ostatni post / autor: 03-08-2005, 14:15
  5. Pierwszy raz po latach w Bieszczady...
    Przez TL w dziale Bieszczady praktycznie
    Odpowiedzi: 4
    Ostatni post / autor: 23-05-2004, 18:54

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •