
Zamieszczone przez
Marcowy
Byłoby absolutnie cicho, gdyby nie moje rzężenie z płuc i dudnienie z obu przedsionków. Gdzieś w połowie drogi - gdy już muszę robić postoje co 100 metrów, by złapać oddech - dopadają mnie natrętne myśli w stylu: „co ja, k..., tutaj robię?!” albo „po ch... się tak męczę?!”.