13 października
Dopiero teraz dotarło do mnie,że to był piątek.
Wcale nie skoro świt ruszyłem drogą do Smereka.Duża Obwodnica ma dla autostopowicza tę specyficzną, jak na Bieszczady właściwość, że jeżdżą nią samochody.Cóż, kiedy oznacza to tyleż więcej szans co i rozczarowań.
Poranne mgły wcale się nie rozwiewały, one tylko "przegrupowywały siły", rozpełzały się szerzej i wyżej, traciły na intensywności, zyskiwały w terenie.Ani aparat, ani ja nijak nie mogliśmy wyłowić znajomych zarysów gór.
W Wetlinie znalazłem się chba ok. 10.Przed sklepikiem chwilę pogawędziłem z panem ze schroniska pod Rawką i jego towarzyszem.Ten drugi okazał się ewenementem; udeżające było, że nie narzekał.Zagadnąłem o pracę, ot tak żeby nie siedzieć z zmkniętą gębą i jednocześnie z obawą, że teraz nie powstrzymam potoku skarg.On tymczasem stwierdził,że pracy jest aż nadto, a to ścinka,a to wypał, to runo leśne; a ludzi coraz mniej.Cieniem kładły się jeno warunki, nie tyle fizyczne co formalne - brak świadczeń, rejestracji itp. .
W Wetlinie odkupiłem zgubioną mapę wybrzydzając pezy tym wręcz nieprzyzwoicie; a to rogi zagięte, ato folia popękana; poza tym nabyłem pocztówki.Z tymi kartkami to jest tak; część leżała w plecaku, a ja wciąż dokupywałem nowe i nijak nie potrafiłem określić którą już mam bo kontakty z plecakiem postanowiłem ograniczyć do minimum.Niewykluczone wię, że ktoś z moich korespondentów ma 2 albo nie daj Boże 3 Caryńskie czy coś tam innego.
Ruszyłem na Dział.


Odpowiedz z cytatem