cd 13 października
Krótkie etapy, krótkie odpoczynki to mój ówczesny patent na nie tak przeciż strome podejście.Prócz mnie na szlaku nikogo - to lubię.Spotkałem nawet tamtejszą zwierynę co oczywiście uwieczniłem.
Cudowne są te bukowe lasy, te nizinne sosnowe plantacje są potwornie nudne, a tu co i rusz drzewo, które nijak nie chce się pionowym rygorom podpożądkować.Przypomniało mi sie jak to profesor ASP w Petersburgu miał rzec oburzony do Riepina - Ilia, ależ pan maluje zupełnie po swojemu.
Rosną sobie buki jak chcą, psłuszne jeno prawom natury, rosną i umierają wciąż na tych samych podstawach, zmieniają się i nie zmieniają.Puszcza bukowa trwa.Gdy tak szedłem przez las, jakkolwiek nie znudzony, wciąż tęsknie wpatrywałem się w kolumnadę pni, chciałem jak najszybciej spojrzeć szeroko na Bieszczad.Właściwie to nie wiem kiedy wyszedłem na pierwszą z szeregu polan które gwarantowały mi widok i na połoniny i na Moczarne i Puszczę Bukową.Strona płn. wabiła znajomymi widokami; Smerek, Wetlina, Caryńska - obotografowałem je na całej chyba długości pasma, choć efekt wielce psuło zamglone powietrze, od czasu do czasu pstryknąłem ścieżkę wijącą się wśród traw i zakończona w leśnym tunelu dlej znów wybiegającą na łąkę; gdzies przede mną majaczyły Rawki.Wcale nie przeszkadzało mi, że nie zdawały sie przybliżać.
Bardziej nęcił jednak widok po prawej, niby mniej efektowny, a mimo to niepokojący.Zieleń nie zmącona cywilizacyjnymi plamami wzywała; chciało mi sie zbiec po zboczu i zapaść w jej łono.Trza będzie obejść ja i z drugiej strony; nie wiem jak wygląda tamten szlak( na maoie średnio zachęcający)ale niech czeka cierpliwie.
Moje stosunki z plecakiem układały si e poprawnie; postanowiłem, że nie zdoła zdominować naszego tandemu, a tym bardziej odwrócić moją uwagę od tego ku czemu ją kierowałem; on zaś wyraźnie zdeprymowany moim uporem, poza chwilami niwmrawego buntu,pogrążył sie w kontemplacji własnego wnetrza.
Rawki jednak sie zbliżały.Koopot w tym, że i zmierzch się zbliżał.


Odpowiedz z cytatem