14 października
Sala w schronisku była prawie pełna.Irytujący był ten brak intymności.To, że byłem na tej wyprawie sam, doskwierało dopiero w takim miejscu, na szczęście nie za bardzo i niezbyt długo.Raniutko ruszyłem na krzyżówkę.Było juz po 7, a nieliczni podróżnicy snuli się poboczami, trochę jak zjawy; tyleż z powodu nieśpiesznego kroku co i wszechobecnej mgły.
Zakupiłem conieco by plecak poczuł, że ma , mimo wszystko nie tylko ciężkie ale i bogate wnętrze.Przez chwile pogawędziłem z panem, który sprzadaje pamiątki w sklepie za przystankiem; spytałem o prasę codzienną i wyraźnie go tym rozbawiłem.Miała być o 10, a ja aż tak złakniony wieści ze świata nie byłem.
Kierunek Tarnica.Przy budce BPN weszło nas na szlak kilka osób, dość szybko rozciągnęliśmy sie na tyle by sobie nie przeszkadzać.
Hasło dnia okazało się brzmieć: krótkie etapy-długie odpoczynki.
Po prostu musiałem; z nogami było ok ale plecak chciał wracać.Parłem jednak naprzód.
Na jedny z kolejnych postojów, względnie raźno, minęła mnie stonoga jakichś rekonwalescentów, rencistów etc.. O takim pochodzeniu krocionoga dobitnie świadczyły strzępy rozmów, które do mnie docierały.Nawet nie było mi głupio- wyeksponowałem przyczynę mojego zmęczenia pod drzewem, a sam wygodnie rozparty na pieńku, popalałem i spoglądałem na przepełzającego obok mnie stwora.Na innym znów przystanku usiadłem na zwalonym pniu, którego drugi koniec zwalił sie na ścieżkę-nieliczni to dostrzegali i oszczędzali mi podskoków; nawet mnie ta huśtawka bawiła.tarnica miała mnie kosztować wiele potu.Postoje stawały się coraz częstsze; zwłaszcza odkąd wyszedłem z lasu.Na pierwszym stromym podejściu co chwila stawałem i spoglądałem za siebie; Caryńska, a jakże, zamglona ale mimo to imponująca, dominowała w tym krajobrazie.Na ile stawałem, by podziwiać widoki, a na ile by taki pozór stworzyc i chwilę odetchnąć, nie umiem powiedzieć. W każdym razie, okazje dla obu tych celów wykorzystywałem skwapliwie.
P.S.
CD Jutro
Pozdrawiam.


Odpowiedz z cytatem