Spontanicznie tylko krótkie wyjazdy, dłuższe ponad tydzień zawsze są zaplanowane - urlop jest konsekwentnie realizowany według grafiku rozpisanego w Kwietniu dla każdego pracownika przez mego pracodawcę. Ale to tylko dotyczy samego terminu. Dalej idę na żywioł czyli pakuję plecak ostatniego dnia przed wyjazdem, wsiadam do jakiegoś środka komunikacji publicznej i jadę w Biesy albo Sudety to tylko jest zależne od tego co się trafi. Wysiadam w Lesku, Srebrnej Górze albo Kudowie, W tym ostatnim miejscu tylko po sezonie stonki bezplecakowej. Znowu szukanie transportu - PKS, bus albo stop i hajda w tereny bardziej zalesione. Gdy byłem kilka lat młodszy i naście kilo lżejszy noclegi były pod namiotem i to niezależnie od pory roku. Obecnie szukam miejscówki z ciepłą wodą ale bez wyżywienia, niema to jak kanapka zrobiona własną ręką popita wodą z potoku. Albo sos grzybowy zrobiony ręką "Niedżwiedzia" mieszkańca szałasu na stokach Paprotnej.


Odpowiedz z cytatem