Widze Wy tu tak o nożach. To i ja opisże o moich.
W trakcie mojego życia przez moje łapki przewinęła się masa noży. od zwykłuch, harcerskich finek do porzadnych nozy jak powiedzmy Kopromed.
Niemniej największym sentymentem darzylem zawsze noże wyprodukowane u naszych południowych sąsiadów. Wykonane były estetycznie, miały całkiem niezłą klingę (jak na czasy PRL) no i byly ogólnodostępne (ale nie u nas w kraju, choć czasem można było kupic taką w składnicy harcerskiej.
Do czasu gdy poszedlem do wojska na wszelkie wyjazdy (nie tylko w gory) zabierałem taką kosę. Niestety zazwyczaj potrzebna mi była rzadziej niż przypuszczałem, i kończyło się tak, że lądowala gdzies w namiocie lub plecaku.
Dopiero jakies kilka lat temu przestałem zabierać ze sobą te duże noże, zastępując je scyzorykiem o większym, blokowanym ostrzu/
Dalej jednak mam sentyment do nozy, i przy kazdej okazji zatrzymuję się na dłużej przed witrynami gdzie eksponowane są noże.