Pokaż wyniki od 1 do 10 z 17

Wątek: W poszukiwaniu zagubionych rogów

Mieszany widok

  1. #1
    Bieszczadnik
    Forumowicz Roku 2008
    Awatar Derty
    Na forum od
    09.2002
    Rodem z
    z lasu
    Postów
    1,853

    Domyślnie Odp: W poszukiwaniu zagubionych rogów

    Ale wyrypka:D Zawiiiść, zawiiiść!!!!! mnie żre:D
    Rano robimy nic. Lubimy to robić (Z Bertranda, 2011)

    właśnie, wziąłby człowiek amunicję
    eksportową śliwowicję
    drzwi opatrzyłby w inskrypcję:
    "przedsięwzięto ekspedycję" (MamciaDwaChmiele,2012)

  2. #2
    Bieszczadnik Awatar Henek
    Na forum od
    01.2004
    Rodem z
    Rzeszow
    Postów
    1,003

    Domyślnie Odp: W poszukiwaniu zagubionych rogów

    Dochodzimy tuż przed zamknięciem sklepu . Rzut na taśmę. Zamawiamy po jednym browarku na teraz i dodatkowa rezerwa na zaś.
    To gaszenie pragnienia jest jednocześnie wyrównywaniem zachwianej równowagi w organiźmie.
    Równowagi wodnej , traconej z każdym kilometrem. Po kilku godzinach od ostatniego napoju energetycznego jesteśmy wysuszeni.
    Zdradzę Wam przepis na taki napój energetyczny:
    - bierzemy garnuszek zimnej wody ze strumienia
    - wrzucamy tabletkę magnezu
    - i już po minucie możemy się rozkoszować gaszącym pragnienie napojem. Boskie.
    -
    Przed sklepem wlewając złocisty napój optymizmu można teraz spokojnie rozglądać się po okolicy przygotowującej się do snu
    Na konstukcji wiaty , dokładnie na nieheblowanej desce znajduję tekst pisany ołówkiem :
    „... a gdy przyjdzie dożyć wieku
    i wypadnie kielich z ręki
    pozostanie pod powieką
    czerwień kalin i jarzębin
    i ten wiatr ...”

    Komu przyszło do głowy pisać poezję na desce ? – nie wiem.
    Ale wiem , że świetnie się kleiła do tamtej sytuacji zmachanych listopadową drogą wędrowników z piwem w ręku.

    Rozglądamy się wokół za pomysłem na nocleg. Na wprost sklepu gmach z napisem „hotel” straszy swymi czarnymi czeluściami.
    Zamknięte na amen. Nie wiedzieć dla kogo jest on przeznaczony, ale na pewno nikt tam nie czeka na takich jak my.
    Przypomniałem sobie wyczytaną gdzieś informację , że w sąsiednich Suchych Rzekach funkcjonują dwa przytuliska.
    Czy o tej porze też ? Robi się ciemno , czas więc ruszyć i sprawdzić.

    To tylko 3-4 kilometry. Noc się kładzie na drodze, przed nami majaczy sylwetka bramy parku (foto)
    Klnę pod nosem, dlaczego zawsze musimy kończyć dzień po ciemku.
    Światełko nadzieji majaczy w oddalii. Obok człowiek zamyka światełko i wsiadając do samochodu tłumaczy że wkrótce dojdziemy do schroniska i jest to jedyna stale zamieszkała budowla o tej porze roku.
    Uff, jak dobrze.
    W baraku który pełni rolę schroniska bardzo gościnne przyjmuje nas starsza pani czyli Alicja.
    Alicja widząc nasze trofeum tłumaczy że jest to ÓSMAK. Mówi że to dziwan pora jak na zbieranie poroży.
    W schronisku nie ma nikogo, ale chwilowo bo mają dojechać jeszcze dwie załogi.
    Najpierw dociera samochodem załoga która zdobywała dzisiaj Rawki , strasznie się cieszyli , że ich nie porwało na Słowację.
    Później dociera załoga samochodowych zdobywcy bezdroży. Opowieściom górskim sprzyja eliksir górski jaki przyrządzili.
    Eliksir został sporządzony przez zmieszanie ziółek Bittnera z rozpuszczalikiem o tajemniczej nazwie C2H5OHsiedemrazywzięte.
    Nie wiem czy czegoś w tej nazwie nie przekręciłem bo po pierwszej szklance tego eliksiru spłynęła na mnie błogość.

    Ranek przerwał błogość. Śniadanko i w drogę. Bez pożegnania z załogami które nadal tkwiły w błogości ruszamy pod górę.
    Cały czas pod górę , krok po kroku prowadzi szlak w kierunku Przełęczy Orłowicza. Niesłychanie ciekawy facet był z tego Orłowicza.
    Nie wiem czy był osobiście na przełęczy nazwanej jego imieniem, ale na pewno zrobił kapitalną robotę dla turystów , a z jego przewodników chętnie się korzysta po blisko 100 latach.
    Dopóki idziemy lasem to wszystko jest proste, zabawa zaczyna się powyżej granicy lasu. Dwa słupki ze znakami ledwo widać w chmurze która szczelnie otula nas. Połoninę pokrywa 20-sto centymetrowa warstwa śniegu. No właśnie – warstwa ta leży na trawie. Każdy krok to przebicie warstwy i łapanie stopą dna. Po kolana w śniegu. Po wierzchu równiuteńko pozamiatane na biało. Mimo że znamy ten krótki odcinek na pamięć to nie jesteśmy w stanie trafić na szlak.
    Odcinek pokonywany latem w kwadrans, wydłuża się trzykrotnie przez to chodzenie na chybił trafił. Wreszcie niemal wchodzimy na słupki z kierunkami.
    Widoki wspaniałe. Widoczność jakieś dwa metry. Zero turystów. Wieje jak diabli. Jest bosko. A w pamięci
    ...pozostanie pod powieką
    czerwień kalin i jarzębin
    i ten wiatr ...”


    Jeśli ktoś nie boi się surowej przyrody, to zapraszam na wędrówki w listopadzie.

    Koniec
    Załączone obrazki Załączone obrazki

Informacje o wątku

Użytkownicy przeglądający ten wątek

Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)

Podobne wątki

  1. W poszukiwaniu zaginionych "utrwalaczy"
    Przez Marcin w dziale Bieszczady praktycznie
    Odpowiedzi: 21
    Ostatni post / autor: 12-04-2012, 12:31
  2. W poszukiwaniu klasztoru
    Przez bartolomeo w dziale Relacje z Waszych wypraw w Bieszczady
    Odpowiedzi: 33
    Ostatni post / autor: 23-02-2012, 12:05
  3. W poszukiwaniu zimy
    Przez bartolomeo w dziale Relacje z Waszych wypraw w Bieszczady
    Odpowiedzi: 7
    Ostatni post / autor: 04-01-2012, 16:27
  4. W poszukiwaniu „prawdziwej” zimy.
    Przez Polej w dziale Turystyka nie-bieszczadzka
    Odpowiedzi: 9
    Ostatni post / autor: 24-02-2009, 23:17
  5. Sianki... w poszukiwaniu...
    Przez Perypatetyczka w dziale Dyskusje o Bieszczadach
    Odpowiedzi: 3
    Ostatni post / autor: 19-10-2008, 12:51

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •