Znałam dobrze Sikorkę. Niezwykle inteligentny, z dystansem do siebie i ludzi, gentlemen. Chciał skończyć ze swoim stylem życia, nie udało mu się. Demony przeszłości dopadły go w Polańczyku. Nawet kuracja w zakładzie psychiatrycznym nie pomogła, wrócił w Bieszczady, sięgnął po kieliszek, wpadł do kałuży, organizm nie wytrzymał i odszedł. Nie jestem Panem Bogiem, aby go osądzać. Nie lubię jednak zakłamania. I doskonale Pani wie, że Sikorka był człowiekiem nie lubiącym obłudy i walczył z świętojebliwością. Świętojebliwość - to jedno z jego ulubionych określeń. Wątpię, aby chciał być przedstawiany w innym świetle. Żył jak żył, odszedł jak odszedł, nic nie umniejsza jego człowieczeństwa.
PS.
Moje słowa odnośnie świętojebliwości, czy obłudy dotyczyły środowiska zakapiorskiego.


Odpowiedz z cytatem