Na początku lat dziewięćdziesiątych noc zastała mnie na Wyżnej i tak zostałem na cały tydzień. Kiosk prowadził Mietek chyba z Ustrzyk Dolnych. W nieczynnej wtedy Galerii, na strychu koczowało kilku jagodziarzy, między nimi był Tuptuś. Mietek przywiózł tanie, dobrze podśmierdziałe podroby, które w dużym garnku nad ogniskiem gotował dla psa(As), od garnka capiło na odległość. Tuptuś z kumplami wrócili z gór, podeszli do gara, sprawdzili co to, któryś "rzucił"_przynieś chleb. Zajadali z takim smakiem, że zostały same rury. Któregoś ranka przyszedł ich kolega, przysiadł, gadaliśmy, poszedł. Gdy już go nie było, ktoś zapytał:"gdzie Majster Bieda?" Nie zrozumiałem o co chodzi, do głowy mi nie przyszło, że ta piosenka jest o kimś żyjącym, przecież to mógł być on. Cait, to mógł być on ?