to widze ze miales wiecej szczescia do victoriniego niz my.... a tak cieszylismy sie na nocleg w tej ladniej dolinie.. nie wiem czemu nas tak potraktowal... tez nas jego syn odprowadzil do granic posesji- cobysmy sie przypadkiem nie rozbili na jego terenie i niesamowitym kontrastem bylo potem to jak nas przyjela babka w telesnicy..plac pod namioty, obiad, opowiesci do rana..za darmo... a miejsca miala duuuuuzo duzo mniej na swojej posesji..ledwo namioty wlazly..i jeszcze ja zbudzilismy o 1 w nocy

a co do zakapiorow.. ja mam po prostu kult ciekawych, niestandardowych ludzi :D