Czytam ten wątek i mnie przeraża, zresztą jak to często się w zdarza w przypadku zetknięcia z ludzką złością. I co gorsza, mniej przeraża mnie sama zbrodnia, która wtedy miała miejsce - niż postawy, które wciąż wywołuje. Zbrodnia, która jest oczywista i absolutnie podlega potępieniu. Ale ona domaga się również PRAWDY, domaga się uczciwej oceny. Nie ważne jak trudno tę prawdę "przełknąć" obu stronom. Dlatego zapomnieć jej nie można i trzeba pamiętać.
Znam ludzi, bardzo bliskich mi ludzi, którzy ucierpieli w wyniku tamtych walk i zbrodni. Którzy pomimo ogromnej miłości do gór - Bieszczad, fascynacji połoninami, do tej pory wzdrygają się na samą myśl wyjazdu w ukraińską część tej krainy. I nie są na razie zdolni tego zmienić. Pomimo bólu, urazy nigdy nie słyszałam, aby fanatycznie podsycali nastroje.
Bo moim zdaniem takie same urazy, taki sam ból może odczuwać rodzina po tamtej stronie granicy w stosunku do naszej milicji i wojska. Jeśli chcę uczciwie oceniać historię, wzajemne stosunki polsko - ukraińskie, zmiany poglądowo - społeczne zachodzące we współczesnym państwie ukraińskim, to nie mogę być na to ślepa. Nie jest to poprawność polityczna / nie cierpię jej/, nie jest to upraszczanie faktów.
Zbrodnie i okrucieństwa należy nazywać po imieniu, ale nie można w tym bez końca tkwić i ciągle grzebać w otwartych ranach. To jest ogromnie trudne i nie wygodne. Jakby nie patrzeć słowa "Przebaczamy i prosimy o przebaczenie" - w stosunku do Niemców - zostały okrzyknięte zdradą stanu. Ale jest to jedyna rozsądna postawa. Znalezienie równowagi między pamięcią o zbrodniach, a zdolnością do normalnego życia we wspólnym tu i teraz jest konieczne. Brzmi jak nie doścignięty ideał, ale do licha mamy dążyć do ideałów, a nie ciągle tkwić w "typowo polskim piekle".
Ukraina w poszukiwaniu swojej tożsamości narodowej jest dużo, dużo młodszą siostrą naszego kraju. Wiele musi przemyśleć, dużo idei musi się tam zetrzeć ze sobą, wyrobić. My w swojej historii państwowości też mamy niechlubne karty /trudno nam było nie raz określić kto to ten dobry, a kto to ten zły/ i na nich się uczyliśmy. Sami mamy problem co z emeryturami pracowników Aparatu Bezpieczeństwa. Czy odbierać czy nie odbierać, czy wszystkim, tj. maszynistce w stopniu sierżanta, bo tak jej nadali też? Ale jednak tam pracowała. Czy tylko katom? Więc nie rzucajmy bojowych, pełnych złości i nienawiści "huraaaa" a raczej dążmy do dialogu, do tłumaczenia. Pozwólmy im popełniać błędy, jeśli tego potrzebuje ich wzrost świadomości narodowej. Jeśli teraz stawiają takie a nie inny pomnik, to może kiedyś będą się tego wstydzić. Nikt jeszcze złością i siłą nie przekonał drugiego, o prawdziwości swoich racji.
Z drugiej strony nasze pomniki też nazywają drugą stronę oprawcami. Było już wspominane, jakie są teraz tendencję wobec nich.
A więc bez końca - szukać równowagi...
Może po prostu jeszcze potrzebny jest nam czas, a jeśli nam, to im też.
Osobiście boli mnie jednostronna ocena faktów, jednokierunkowe podkreślanie zła. Robię się od tego chora. Nie dawno doświadczyłam takich postaw w wersji naprawdę "prymitywnej". Weekendowa wycieczka do Wilna, radość, że się tam w końcu wybiorę. Pozytywne nastawienie. A tu pan pilot wycieczki, po godzinie jazdy zaczyna swoje wywody na temat, jak to Litwini nienawidzą Polaków. Ok., myślę sobie, musi powiedzieć, że stosunki nie zawsze są najlepsze. Ale on tak opowiadał do samej granicy. Kilka godzin. A przykłady na potwierdzenie tego absurdalne, mój duch filozofa woła o pomstę do nieba nad argumentacją. Do tego bezczelna gra na emocjach i uczuciach. Wyłączyłam się, niech sobie gada - ma mikrofon, jego władza. Zmieniłam zdanie, gdy zobaczył jak zaczęli reagować współtowarzysze wycieczki. Koszmar. Toaleta, nieuprzejma pani wydaje reszty, krzywi się do wszystkich po kolei /bez różnicy ktoś zaś/ - nie ona się skrzywiła, bo ja jestem POLAKIEM. Dobra restauracja na Żydowskiej ulicy, czekamy na zamówienie 30 min. - czekamy, bo obsługa nienawidzi POLAKóW. Nie ma znaczenia, że w dobrej restauracji czeka się na posiłki, jeśli nie chce się jeść dań z mikrofalówki. Nie, nie - to na złość, to specjalnie... przykładów mogła bym mnożyć w nieskończoność. Głupie gadanie pilota i cała wycieczka odpowiednio nastawiona. Bez różnicy, że normalni ludzie zaczęli się zachowywać jak idioci i puszyć, kim to oni nie są. A naprawdę nikt nie był wobec nas nieuprzejmy czy tym podobne. Już sobie wyobrażam tego pilota jadącego na Ukrainę /a swoją droga tam też jeździ/.
Życzę wszystkim, aby go nie spotkali.
Piszę to, aby pokazać, że "sączenie" i "wykrzykiwanie" - to nie jest dobra droga. Nie chcę nikogo z tu piszących obrażać. Ale czasem mam wrażenie, że zamieszczone w tym wątku wypowiedzi, pod względem jadu, nie wiele się różnią od wypowiedzi pewnego "ojca dyrektora" z Torunia. Naprawdę w każdej kwestii łatwo się zagalopować. Bardzo łatwo.
Może warto koncentrować się na wspólnych akcjach - jak choćby znakowanie szlaków - niż ciągle szarpać stare.
Kończąc życzę - raz jeszcze- aby wspólna fascynacja Bieszczadami, przestrzenią połonin, tym niepowtarzalnym "klimatem" - raczej koiła sprawy zapalne, i podsuwała zawsze mądre pomysły na rozstrzygnięcie trudnych spraw.
Aleksandra



Odpowiedz z cytatem